Showing posts with label slice of life. Show all posts
Showing posts with label slice of life. Show all posts

2019-04-28

Lepiej Umrzeć Czyli o Służbie Zdrowia w Polszy

Dawno nic nie napisałem, więc myślę, że moje żale powylewać można.

Jak jest z służbą zdrowia w naszym pięknym, ukrytym w dupie kraju chyba wie każdy, kto przynajmniej raz chorował. Lepiej walnąć sobie kulkę w łeb zamiast męczyć się z chorobą.
Mam nieszczęście być chory od 3 miesięcy na rwę kulszową. Choroba ta, jest zjebana bardzo, albo bardziej - zależnie od przypadku. W moim - jest zjebana bardzo. W przypadku mojej mamci - była bardziej. Co to w ogóle jest ? Ano jest to następstwo wypadnięcia dysku w lędźwiowym odcinku kręgosłupa, powodujące ucisk na nerw. Wikipedia ujmuję rzecz tak:

Rwa kulszowa – zespół objawów związanych z uciskiem na nerwy rdzeniowe L4, L5 lub S1 tworzące nerw kulszowy (największy nerw obwodowy człowieka) lub na przebiegu samego nerwu kulszowego.


Jak to się ma do mnie ? Pewnego pięknego piątku, gdzieś w połowie lutego gdy wstawałem od pracy - jak zwykle bywa - nie do końca wyspany, poczułem kujący ból na plecach nieco powyżej dupy. Nieco powyżej dupy - czyli na lędźwiowym odcinku kręgosłupa. Do pracy jednak iść trzeba było. Zakładanie butów z tym bólem to był dosłownie taniec paralityka. Nieco spóźniłem się do pracy tego dnia (koło 5 minut or so) bo musiałem wystać się w aptece po tabelki K(r)etonal. Nieco pomogło. Co prawda schylanie się było udręką i musiałem dość mocno kombinować, ale jako tako się udało - choć już po 2h zacząłem odczuwać lekki pulsujący ból i odrętwienie na prawym półdupku. Następne dwa dni były koszmarne ponieważ ból na lędźwiowym odcinku kręgosłupa był tak ostry, że podniesienie się do kibla wymagało 15 minut prób. Po weekendzie miałem dwa dni urlopu - zaczęły się L4...

Tu gówno uderza w wentylator. Zaczynając od L4. Przychodnia, w której przyjmuje mój lekarz rodzinny (czy tam pierwszego kontaktu, jak zwał) w poniedziałki przyjmuje tylko seniorów. Potrzebujesz L4 na poniedziałek ? Sorry Winnetou. Poniedziałek sam w sobie był chujowy, bo kontynuował weekendowy ból. We wtorek dotarłem obolały do lekarza i trzeba było coś zadecydować. Co ? Skierowanie na prześwietlenie. Cool, przyjęty od razu praz skierowanie do neurologa. Dzwonie. Najbliższy termin do neurologa dla nowych pacjentów ? Koniec września, początek października. A mamy drugą połowę lutego.

Trzeba było iść prywatnie. Jako, że prześwietlenie zrobili mi od ręki, musiałem czekać tylko na wyniki, a te miały być w środę. Akurat na wizytę u neurolog. Koszt wizyty ? 130 PLN, przepisane kolejne leki oraz skierowanie na rezonans magnetyczny. Przychodzę na rezonans. Nie mam jak zapłacić - pól kasy mam w gotówce - pół na koncie. I tu jest pierwsza bolączka jak to jest tak, że kurwa w szpitalu ani w jego okolicy nie ma bankomatu ? Rozumiem jakąś przychodnie na wiosce zabitej dechami, ale mówimy o Szpitalu Górniczym (szpital św. Barbary) w Sosnowcu czyli największy i najbardziej dojebanym szpitalu w okolicy.
"No ok, nic się nie stało, zapłaci pan przy odbiorze wyników." - powiedziała mi ładna pani w rejestracji. Wyniki w poniedziałek. Wbijam w poniedziałek. Płacę - 380 PLN. Daje 400 PLN. Ta sama ładna pani grzebie w kasie. Nie wydać. Leci do biura. Nie mają wydać. Lecę do xero. Nie mają wydać. Do szpitalnych sklepów. Nie mają wydać. Wracam po wyniki - babka z xero mówi, żebym poszedł do kasy. Nie rozmieniają tam, ale może się zlitują. Z oporem, ale rozmienili. Tego samego dnia pojechałem w z wynikami do neurologa, bo dr. G○○○○○ca przyjmuje tylko w poniedziałki i środy. Idę - wsio wiadomo. Rwa kulszowa + torbiel lewej nerki (to akurat nic ważnego) Ogółem wizyta u neurologa - 120 PLN + leki. 140 PLN (+ potem jeszcze 70). Słowem - 640 PLN w 1 dzień na leczenie. Great success.

L4 przedłużane, w czasie brania 20 zastrzyków przepisanych przez neurologa miałem jeszcze fizyko terapie. Po 10 zabiegów - Tens, Pole Magnetyczne i Ultradźwięki. 8 PLN zabieg - razem 240 PLN. 20 zastrzyków rozłożonych na 22 dni (w tym dwie niedziele, w które zastrzyków nie robią) i akurat ostatni wypadł w środę. Dr. G○○○○○co! Nadciągam. Pani doktor jak zwykle posłuchała, sprawdziła i... Przepisała tabletki + 3 zastrzyki. Co więc ? 130 PLN + 40 za leki. Dwa zastrzyki wykonałem w przychodni - robi się je co 5 dni. Pierwszy wypadł w czwartek, drugi we wtorek. Trzeci wypadał w niedzielę, tj. dzisiaj.

Jadymy. Wysiadam na Mecu, idę. Szpital na Mecu posiada oddział "Nocnej i Świątecznej Opieki Zdrowotnej". Wbijam tam, mówię, że chciałbym zastrzyk. Gość mi mówi - 11 PLN. Drobnych nie mam. Kartą nie można. Bankomatu w okolicy niet. Kurwa. Mamy jebany 2019 rok, a w szpitalach ani płatności kartą, ani bankomatu. 100 lat za murzynami. Bankomat jest na Orionie. Jadę. Bankomat PKO za zamkniętymi drzwiami. Przykładam kartę. Nie reaguje. Chuj. Wracam na Zagórze Centrum i tam bankomat Euro. Nie miałbym się do czego przypierdolić gdyby nie fakt, że dzisiaj od rana leje jak z cebra.

Ogółem jedna choroba - tyle straconego czasu i pieniundzów. Czy doczekamy się kiedyś lepszych terminów i bankomatów w okolicy szpitala ? Może - ale pewnie ja przy obecnej służbie zdrowia już tego nie dożyję.

2016-02-14

14.02

Czy Kretony śnią o walentynkowej czekoladzie?

Nie - mają wyjebane.

2016-01-11

Cyckofantazja ~Border of Fap~

Żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku. Czy tego chcemy czy nie, wokół nas jest pełno - jeśli nie pornografii to przynajmniej erotyki. Czy chcemy, musimy lub też powinniśmy się przed tym bronić ? Czy warto na siłę bronić się przed jednym z podstawowych ludzkich instynktów ? Na to pytanie odpowiadać nie będę, pozostawiam do namysłu.


Do napisania owego wpisu zbieram się od około 2-3 tygodni. Wszystko za sprawą Zupy. Te jak wiadomo mam dwie. Jedna służy do uploadu całego crapu. Składniki tej zupy - jak opis wskazuje to "Touhou, Cosplays, Sexy Girls, Random Fun Shit" i jak wam wiadomo, jest to "Niesamowicie smaczna i zdrowa szczawiowa z jajkiem przyrządzona przez Małą Słodką Dziewczynkę w Śmiesznej Czapce!". FUCK YEAH~! Druga zupa, to ta "która przez was, i przez wielu będzie fapana" i na tej ląduje cały stuff R18. Czemuż to winna jest Zupa ? Ano bo o ile ta druga, jest w 100% R18, o tyle pierwsza, główna, jest w porywach R15, a zazwyczaj nie przekracza R12. Mimo to przez chujową politykę Zupy, oznaczenie nawet jednego postu, choćby przypadkowo, jako NSFW ukrywa całą Zupę z publicznego Streamu followerów. Jeśli oni mają włączony tryb NSFW - nie zobaczą różnicy. Jeśli jednak u nich tryb NSFW jest wyłączony nie zobaczą nic od nas.

Co ma zupa do tego postu ? Ano ma. Zadałem sobie pytanie - co jest SFW, a co NSFW ? Typowy człowiek rozróżnia trzy typy: S, N, Q. Safe, Not-Safe, Questionable. Jest to pojebane w chuj. Kto w ogóle uznaje questionable ? To tak jak z rachunkami. Albo płacimy, albo nie. Wyobraźmy sobie to tak: rachunek. Czy zapłacić ? No, jest trochu duży, więc to czy powinienem go zapłacić to jest questionable. I chuj. Potem odetną nam prund, wodę czy urwą skurwysyny od internetu.

Tak więc zastanówmy się: co jest SFW, a co już nie. Poniżej przedstawiam jak to mniej więcej winno wyglądać (jeśli słabo widać, PPM -> Open image in new tab).

Co wynika w powyższego ? Ano parę faktów. Omówmy to krok po kroku (nie mylić z Corckiem). Czy grafika przedstawia dziewczynę, toteż kobietę (with notable synonyms: model, girl, slut, bitch, milf, camwhore) ? Jeśli nie - grafika przedstawia chuj wie jakie gówno, więc z góry możemy założyć, że jest safe, bo żeby nie było to musiałoby być guro/gore toteż inne odcięte kończyny. Więc jeśli tak - to kolejne pytanie. Czy dziołcha jest ubrana czy też nie. Jeśli tak - no to jest safe. Jeśli nie - to kolejne pytanie: czy jest częściowo ubrana czy też nie. Jeśli jest - to prawdopodobnie jest to bikini, bielizna, tank top, inne element ubrania zasłaniające cycki i/lub cipkę. Wniosek ? Safe! Jeśli ubrana nie jest - kolejne pytanie: czy widać cycki, cipkę lub i jedno i drugie ? Jeśli widać - no to wiadomo - NSFW. A jeśli nic nie widać ? To znaczy, że dziewoja zasłania się - czy to rękami, czy to poduszką, czy też czymkolwiek innym wliczając creative censorship - grafika jest safe. Co to jest Creative Censorship ? Ano złóżmy, że na zdjęciu we tle siedzi naga dziewoja, ale na pierwszym planie widzimy kwiatek, którego liście zasłaniają dolną i górą partię panienki dzięki czemu - mimo, iż jest naga - grafika jest safe.

Ok, więc co dali ? Ano dali zamazali (bo Cteative Censorship kekeke). Nim przejdę dalej, pozwolę sobie przytoczyć miniaturki 6 grafik. 2 Pure Safe, 2 Safe - ale, za które zupa została wysłana do diabla oraz 2 pure NSFW.

Nim przejdę dalej jeszcze słowo o powyższym. Otóż jak widzimy, Suzu (A) i Satome Love (B) są ubrane w pełni. Fakt, iż Satome Love nie ma na sobie nawet bielizny jest dla dramatu nieistotny. Z kolei Nishizuku Hiyo (E) prócz ładnej buzi, pokazuje także równie ładne cycki. Znajdująca się obok Sunny Pei (F) choć może zbyt dobrze tego na miniaturce nie widać - świeci nam cyckami (sutki są widoczne między włosami) oraz odsłania cipkę, choć na miniaturce dobrze tego nie widać. Wyróżniliśmy w ten sposób dwie grafiki, które są SFW - tj. A i B oraz dwie, które NSFW czyli E i F. Kolejna niech będzie Ellen Ong (C). Jak widzimy - rozbiera się. Ale ma na sobie bieliznę. Owszem, jest ero modelką. Płacą jej za to, żeby się rozbierała. Ale jeszcze się nie rozebrała w pełni. Więc grafika jest jak najbardziej SFW. Amanda Verona (D) również jest ero modelka ale... To co różni ją od innych - jej nie płacą za świecenie cyckami tylko za tzw. Tease. Jak widać - robi to w czym jest najlepsza co przedstawia grafika. Mogą posypać się głosy, że to jest NSFW. Problem w tym... Że front piersi - zawierający również sutki - główny powód uznawania cycków za NSFW - jest zasłonięty. Sideboob czy też underboob ? O tym za chwilę.

LOOK! BOOBS!

Gdzie więc jest granica między SFW i NSFW ? Ano granica jest narysowana bardzo cienką kreską. Wszystko rozbija się o media. Zobaczmy TV. W każdy piątek i sobotę mamy w telewizji erotyki. Co to jest erotyk ? Ano film, w którym się ruchajo, ale nie widać ani chuja, ani cipki. Za to są cycki. Dużo cycków. Jest dość dziwna rzecz z tym... Ale o tym może później. Dalej - będąc przy cykach - puszczanie erotyków w nocnych ramówkach jest ok. Film ma rating R18 więc jest fine. Ale już kultowa polska komedia - Seksmisja, w której cycków też nie mało, ba, nawet cipkę widać w jednej scenie - jest puszczana w ramówce wieczornej z, tu uwaga - ratingiem R12! Czyli film można oglądać od 12 roku życia. Bo tak ustaliła KRRiT. Kolejną rzeczą, Fakt. Ten brukowiec niemal każdym numerze na koniec wrzuca fotkę panienki z cyckami na wierzchu. Raz nawet zdarzyło mi się widzieć cycki (na całych dwóch stronach) w artykule w gazecie z programem. Ostatnią rzeczą są porno gazety. Wystawione przy szybie w kioskach ruchu toteż innych kolporterach. A na okładkach ? Panie w negliżu z białym orbem, gwiazdką czy innym chujstwem między nogami.

Do czego zmierzam ? Ano do problemu nadmiernej cenzury i wrażliwości ludzi. Skoro powyższe rzeczy są na porządku dziennym, to czemu ktoś na siłę oznacza mi na zupie dziewuszki w bikini toteż bieliźnie jako NSFW ? Po dłuższych przemyśleniach w głowie pojawia mi się tylko jedno słowo - ULTRAKATOL. Ultrakatole i moherowy patrol to dwie rzeczy, których w tym kraju bać się należy. To właśnie za ich pieniądze wrzucone na tacę pisane są gry takie jak Ominous Horizons - A Palladin's Calling i to właśnie oni muszą cenzurować zupę. A jak nie oni ? Może są jakieś ludzie, które na widok chociaż kawałka kobiecego ciała dostają spazmów, odpierdalają cały różaniec i chłostają się. Szkoda mi takich ludzi trochu - w lato, plaża, panienki w bikini, miasto, minióweczki, et cetera. A, i panienki topless jak w zeszłe wakacje w centrum. No i takie ludzie mszczą się na zupach biednych użytkowników bo przecie nie wygrają z twórcami pornobiznesu nakręcającego rynek. Co jak co - prędzej obalimy rząd niż wygramy z - zwłaszcza japońskim i amerykańskim - porno biznesem. A na koniec - Cykcki!

Na zakończenie chciałbym napisać coś mądrego, coś co powinno dać wyżej wymienionym ludziom powód do namysłu, do zastanowienia się nad tym co robią. Przemyślenia jak można zmienić swoje życie na lepsze i pokochać najlepszą część kobiecego ciała - cycki. Czemu cycki są najlepsze ? Bo są zawsze widoczne. Nawet jeśli ukryte pod bluzką, widać, że są. No chyba, że iPad xD. A osoby wymienione powyżej odsyłam piętro niżej do samego Szatana, Pana Zniszczenia, Gwiazdy Zarannej, Antychrysta, Diabła, Biesa, Lucyfera, Księcia Ciemności, Belzebuba, Upadłego Anioła, Kusiciela, Beliala, Lewiatana, Wielkiego Smoka, Króla Babilońskiego, Władcy Tyru, Kusiciela, Syna Zatracenia, Ojca Kłamstwa, Przechuj Chuja nad Najchujowsze Chuje (© NRGeek).

No, rozpisałem się jak na starej maturze, ale swoje rzekłem. May the boobs be with you.

2015-12-30

Biczys, łeres end potfores

Na początku chciałbym podziękować tajemniczemu informatorowi (nick dla mojej informacji oraz ustawy ochronie danych osobowych (Dz. U. z 2014 r. poz. 1182 ze zm.) XD) o informacji, iż ktoś w ogóle czyta ten blog (mowa o wcześniejszym wpisie, tak, dobrze mi tak, fuck you guys). Tak więc dziękuje użytkownikowi kvirca - jednemu z wielu, za tę nic nie wnoszącą informację. Keep up the good work man. Btw, info potwierdzone.

Jakoś nie bardzo miałem pomysł na lepszy tytuł, tak jak nie bardzo miałem pomysł, żeby cokolwiek tu napisać prócz ogólnego żalenia się na życie, świat i całą resztę.

Dzisiaj na świat ani życie żalił się nie będę, a przynajmniej nie bardzo, rzeknę natomiast słów kilka na waćpana pełniącego funkcję technicznego na stronie, o której się nie mówi (bo gimbusy przyjdo wwww). A mowa tu o h-collectorze. Moje stosunki z HC zazwyczaj są dobre, gadamy jak starzy kumple mimo, iż prócz zdjęć, jeden drugiego na oczy nie widział (wina HC bo w Katowicach był, przyjechać mogłem. Dał znać ? A dzie!). Czasami jednak dochodzi do starć i wina leży głownie po stronie HC, choć wsio zaczyna się od mojego... Nastawienia ? No pewne rzeczy trzeba mi wyjaśnić krok po kroku, a innych nie akceptuje. Głownie bo taki mam nastrój i chuj. Dodatkowo podejście HC do pomocy (głownie mi perhaps) jest... Delikatnie to nazywając... "No pomogę ci. Mogę dać ci link/opisać to. Zajmie mi to 30 sekund. Ale nie. Pokieruję cię tak, żebyśmy na tym obaj stracili 2h. Tak, mamy w chuj roboty z kodem/skryptami/chujwieczym, tak ci pomogę, że stracimy na to 2h, które mogliśmy spożytkować lepiej". Jak lepiej? Choćby na czytanie mang/oglądanie MMD/granie/chujwiecojeszcze, bo przecie nie grzebanie w kodzie. Ktoś mądry powiedział, że "Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę". Ładnie brzmi to w języku angielskim: "Who sows the wind, will reap the whirlwind". No nasza burza coś chujowa się zebrała. Zasialiśmy dobre pomysły... A plonów chuja wyszło. Ale ogółem to chciałem wrócić do żalenia się i moodbreaków.

Wsio zaczęło się dnia 28 grudnia roku ZUNskiego 2015 lub też roku "Gwiazdy, Wiosny i Drzewa" czyli roku 130 kalendarza Gensokyou.

Dzień zaczął się dość nietypowo od nieprzespanej nocy. Słowem, pewna osoba mieszkająca nade mną, napaliła w centralnym tak mocno, że o 400 w nocy, kaloryferów dotknąć się nie dało. Spanie pod kołdrą odpadało z miejsca. Spanie pod kocem brzmiało lepiej, ale grzał i koc i kaloryfer i daka. Dakę odłożyłem, mimo to po nie całych 20 minutach snu obudziłem się (czyt. zostałem obudzony) z nią obok. Fuken Magic. Był to już 28, a ja miałem na godzinę 830 ustaloną wizytę w urzędzie. Na miejscu byłem już 738 (a mogłem jechać autobusem 15 minut później). Jak na złość godzinę przed czasem. Zaspanym krokiem skoczyłem na jeden przystanek, potem na drugi i na trzeci, mało nie wpadłem pod samochód, który próbował wymusić pierwszeństwo na przejściu dla pieszych. I ja i moja mamcia uważamy, że ludzie jeżdżą jak idioci. Anyway, wróciłem o urzędu. Okazało się, że gdy chciałem wbić 820, nie da się. Nie i chuj. 840. I nie można wcześniej. Co z tego, że nie ma ludzi. Nie i chuj - bo kawa, fap w biurze czy czym tam się panie zajmują (gościa w tym samym pokoju widziałem, że obrabiał jakieś logo w CorelDRAWie (Fotosklepu interfejsem nie przypominało)). No ale o 853 wyszedłem na świeże powietrze (o tak, na pewno świeże na Ślunsku), a 900 czekałem na autobus. Z braku wyboru wybrałem linię, której nie używam. Tam, kilka przystanków dalej zostałem zaczepiony przez pewną blondynkę i wylądowałem u niej w mieszkaniu dzięki czemu w domu byłem z poślizgiem ponad 5h. Nie pytałem jak ma imię i nawet mnie to nie interesowało. Jak teraz o tym myślę, było to kurewsko niebezpieczne. Przecie mogła mi sprzedać kose pod żebro za byle rogiem, w widzie czy choćby w jej własnym mieszkaniu. Przy sobie miałem co prawda tylko tablet, ale ludzie potrafią zabić za choćby kurtkę. Bo wygląda jakby 3k kosztowała. Prawda ? Zwłaszcza, iż moja mało nie kosztowała. Nie mniej jednak w tamtym dniu, pomijając poślizg w powrocie - nic z dobrego nastroju wybić mnie nie mogło choćby ludzie chcieli i probowali. No, wojna atomowa to może, ale też nie pewne. *HARDSTYE ATTACK! *słcha さとりさまー by キセノン**

Dzień kolejny zacząłem z nie za dobrym humorem. Otóż wstałem późno, a w pokoju była temperatura jak w lodówce. A czemu ? No dzień wcześniej ktoś rozbujał w centralnym, a gdy się kładłem to po raz kolejny już, kaloryferów dotknąć się nie dało. Moje łóżko od kaloryfera dzieli jakieś 30 cm. Dodatkowo wyobraźcie sobie, że w drugiej ścianie biegnie komin od pieca centralnego. W moim pokoju co wieczór temperatura przekracza 30 stopni na spokojnie.

Raz przeprowadziłem test. Sprawdziłem temperaturę w środku lata - gdy faktycznie - przy otwartym oknie nie dało się wytrzymać. 38 stopni w pokoju - 45 na słońcu. Dobry towar na picie piwa w płomykach słońca. Trza by kiedyś przetestować. Ponoć kopie lepiej, niż zapaśnicy (?) sportów kopanych (jak to się zwało?). Test miesiąc temu wykazał 33 stopni. Komputer na piecu wskazywał ponad 80 (więc temperatura wody w kaloryferach na spokojnie mogła wynosić 77 stopni (jest pewna różnica między termometrem pieca, a komputrem)), cool stuff. Kilka dni temu, podczas następnej nocy pod kocem (a raczej 3-4h przed nią - temperatura przekroczyła 38 stopni). Byłem lekko wstawiony po wujkowym samogonie, więc nie chciało mi się schodzić zobaczyć ile jest na piecu, ale przypuszczam, że kolo 90. Sam raz rozbujałem do 98 (termometr). Komputr w tym czasie wyświetlał 00, co pewnie miało oznaczać 100. Woda w kaloryferach się nie gotowała (wspominam różnicę wynoszącą średnio 4 stopnie), choć te (tj. kaloryery) "chodziły po mieszkaniu".

Wracając akapitu wcześniej (btw, może by my newsa napisali, czo ? Not cool man, not cool), otóż położyłem się pod kołdrą zostawiając otwarte okno. Temperatura jak wspomniałem - lodówkowa. Tak też czułem się, aż do wieczora (w trakcie pisania tego, 342 leje się ze mnie, a kaloryfery są gorące (choć da się dotknąć, kogoś chyba pojebało ? (tak o... nieważne))). Koło północy, po obejrzeniu Atlantic Rim (srsly, ten film na filmwebie ma 1.9, a sam mu dałem 2. 1 za fabułę, 1 za jebalną aktorkę), między mną i HC doszło do kolejnego starcia. Tym razem o TC + działanie połączenia sftp do naszego serwera. Starcie trwało grubo ponad 1:30. Czemu ? Bo HC chyba trzyma wszystkie logi z IRC - moje były zjebane przez ostatni rok - więc mam dziurę. Wsio rozbijało się o jeden link. 1:30 i masę przekleństw później, problem rozwiązaliśmy. Sftp w TC zaczęło działać. Cieszmy się i kurwa radujmy. A dało się to załatwić - z poślizgiem na szukanie w max 15 minut. Wystarczył jeden jebany link. HC, srsly, plz. Nie kop dziur łopatą.

Miałem się żalić na świat, życie etc. K, to lecimy. Nie mam kasy, laski, czasu na mniej ważne rzeczy (na te ważne też, pozdrawiam dział artykułów), czasu na granie, fapanie (ostatnio telefony, pozdrawiam Orange, życzę sto chujów w dupę i kotwicę w plecy), możliwości ruchania, natchnienia na pisanie, kasy i kompana na chlanie (jak się kasa trafi to co, do lustra mam pic ? Shalfu dopomóż)... Masa możliwości do żalenia się. Czasu, chęci i pomysłu to nawet na post brak jak i dzisiaj. Fuck this shit. Wyżaliłem się, chociaż nie poprawiło mi to humoru, mogę iść spać z czystym sercem.

PS: Droga ciociu, jest kurwa 530 i jebane 42 na piecu. U mnie w pokoju w tej chwili siedzę w samych majtach i wciąż się ze mnie leje (znów spanie przy otwartym oknie, mam nadzieje ze mamcia zamknie koło 8). Po chuj dokładacie w nocy ? Powiedz ta wujkowi coby się ta opanował nieco, czo ? Bo kurwa rozpuszczę się tu keregoś dnia... ZUNie dopomósz.

Kreton out! For now! HARDSTYLE AT*odgłos straty życia*