2016-03-30

Chwilozofia 02 - Religia, Duchy, Wieloświaty

Uwaga: Tykanie religii to jak branie do ręki gówna. Na początek zaznaczam, że chuj mnie interesują twoje poglądy religijne, polityczne, etc. Tekst w pełni oddaje podejście autora do tego tematu. Należy być świadomym, że tekst na pewno obali i obrazi twoje poglądy i autor wykłada na to wielkiego peniora i chuj go obchodzi twój ból dupy. Jeśli jesteś wierzący lub boisz się obrażenia twoich poglądów religijnych PRZESTAŃ CZYTAĆ W TYM MIEJSCU. Jeśli nie, to zapraszam do filozoficznej lektury.

Religia - Ale co kaman?

Nim zaczniemy spuszczać się nad tą głupotą, zapytajmy Wikipedie co tot to w ogóle jest ?
Religia – system wierzeń i praktyk, określający relację pomiędzy różnie pojmowaną sferą sacrum i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Manifestuje się ona w wymiarze doktrynalnym, w czynnościach religijnych, w sferze społeczno-organizacyjnej i w sferze duchowości indywidualnej.
Czyli na dzień dobry dostajemy w mordę sektą. Religia opiera się ponoć na wierze. Wiara w... No właśnie ? W co ? Miss wiki, can you ?
Bóg (lub bóstwo) – istota nadprzyrodzona, której istnienie uznaje większość religii. Bóg jest przedmiotem zainteresowania teologii i filozofii, gdzie jest uważany za zagadnienie metafizyczno-egzystencjalne. Ze względu na duże zróżnicowanie rozumienia tego pojęcia, trudno jest o jego jednoznaczną definicję.
Cool. To jest pewien rodzaj zbiorowego spierdolenia. No bo zadajmy sobie pierwsze - najważniejsze pytanie: CZY WIERZYSZ W BOGA ?. Załóżmy, że tak. To powiedz mi waćpanie, co sprawia, że w niego wierzysz ? Zagiąłem cię, nie ? Wiki ?
Wiara religijna – różnie definiowana postawa osobowa. [...] W myśli europejskiej uważano nieraz wiarę za niepełne poznanie i wstęp do intelektualnego oglądu. Wśród postaw wiary rozróżnia się jednak postawę [...] „wierzę w”, która odnosi się do Absolutu i jest mocnym przekonaniem o jego istnieniu jako prawdy absolutnej.
Cool. Więc skoro wsio wiadomo - to powiedz mi teraz, na czym bazujesz swoją wiarę w boga ? Bo zobacz, ja jestem w pewien sposób wierzący. Wierzę w coś, co jest w jakiś sposób namacalne. Przykładowo - wierzę, że jutro będzie rzucało żabami, bo w TV w prognozie zapowiadali deszcz. Wierzę też w ZUNa i piwo jego - bo jest. I być może pisze teraz Touhou 16, czy tam innego sidestory aka 15.3, bo czemu nie ? Nazwijmy rzecz po imieniu - jestem realistą. Wierzę w to co widzę. A ty ? Wierzysz w boga, tak ? Dlaczego ? Co sprawia, że w niego wierzysz ? Objawił ci się ? Dostałeś olśnienia przy fapie (to się nazywa orgazm, tak btw) czy ki chuj ? Na czym leży podstawa twojej wiary w coś co ludzie zwykli zwać bogiem. Widziałeś go ? Słyszałeś ? Poczułeś ? Pokaż mi dowód tego. Jeśli mamy rozbić się o dowód - to polecam to co nie tak dawno przydarzyło mi się przy okazji spotkania SOKistów.
SOK: Czy wie pan, że nie wolno przechodzić przez tory ?
Kreton: A czy ja przechodziłem przez tory ?
SOK: No przechodził pan.
Kreton: Czy ma pan jakiś dowód na to ? Zdjęcie czy film ?
SOK: No widziałem pana. I moi koledzy też pana widzieli.
Kreton: A ja widziałem jak brał pan łapówkę. Brzmi tak samo prawdopodobnie bez dowodu.
O dziwo podziałało. No więc powtórzę: czy masz jakiś dowód na jego istnienie ?

Nie przytoczę źródła, bo kompletnie nie pamiętam gdzie to czytałem - czy to była jakaś strona internetowa czy książka, czy może widziałem to w jakimś filmie, nie wiem. W każdym razie przytoczę pewien cytat. Uważam, że jest on kurewsko prawdziwy. I urywa dupę.
To nie bóg stworzył ludzi. To ludzie stworzyli boga.
Niech zgadnę, twoja reakcja to pewnie "lul, wut ?". Kekeke. Tak. To nie bóg stworzył ludzi. To ludzie stworzyli boga, żeby mieć na kogo zrzucić winę za nieudane plony, zarazy bydła i inne chujostwa. Tak jest łatwiej, prawda ? Problem w tym, że za bardzo zaczęli w to wierzyć. Wówczas nauka kulała, ludzie myśleli, że ziemia jest płaska niczym klatka piersiowa sześciolatki. Nie znane były choroby, które znamy obecnie. Bydło nie było szczepione więc jak się zaraziło jakimś gównem to zdychało, a rolnik miał przejebane - i dalej szukał żony. Zabiła choroba - ale nie znamy jej - zrzućmy winę na nie wiem... Niech będzie bóg. Kim on jest ? A kogo to obchodzi. Still, to jego wina. Wymyśl se jak wygląda. The only limit, is your imagination. (© Builder - Her Voice (Headhunterz Edit))

Jak wygląda ten so-called Bóg ? No spotkałem się z dwoma wyobrażeniami. Pierwsze to wiadomo, stary dziadek. Druga wersja - South Park. Całkiem prawdopodobna - ci co zajmują się badaniem zwierząt mieli by co robić. Poniżej przedstawiam trzy wizje boga. Trzecia wersja to moje wyobrażenie. Najbardziej realne z tych wszystkich.


Przeanalizujmy nieco dokładniej powyższe wersje. Wersja zwykła. No stary dziadu. Równie dobrze może być to Morgan Freeman jak w filmie Bruce Almighty. Czemu dziadu ? Czemu nie kobita z boobsami w rozmiarze Z ? Albo nie loli ? Albo czemu nie pierdolony Gundam. Bo nie. Dziadu. I chuj. I chuj z chujem. I z chujem twoim, na wieki wieków - zamęt.
Druga opcja czyli South Park. No, to jest jak pisałem - bardziej prawdopodobna wersja. Wygląda jak przybysz z innej planety, toteż inne spierdolenie z czarnej dziury rodem z CERNu (yeah, they did). Objawił się, odpowiedział i spierdolił. Jego szczęście - jakby go naukowcy dojechali to by resztę życia skończył na wybiegu w zoo.
Trzecia wersja czyli moja - jest najbardziej prawdopodobna. There's no god, my friend.

Grejzuje gówna lecące w moją stronę. Bo skoro ja nie wierzę w boga, to czemu obrażam tych co wierzą ? Bo są ... Nie no. Powstrzymam się od wyzwania wierzących. Po prostu wierzą w coś czego nie ma. Seriously, otwórzcie oczy! Chcecie suche fakty ? Smarujcie dupy wazeliną, bo będą wchodziły z pełnym impetem. Dozo:

1. Proof - Pokaż mi dowód na jego istnienie. Jebany, namacalny dowód. No właśnie, tak myślałem.
2. Heaven - DJ Bogu niby mieszka w niebie. GDZIE jest to NIEBO ? W dupie, a gdzie. Jak donosi Wikipedia jest to część atmosfery lub przestrzeni kosmicznej widzianej z powierzchni dowolnego obiektu astronomicznego. Czyli znaczy to, że jest wysoko. Jakoś nie słyszałem, żeby tam widziano jakiegoś starucha siedzącego na chmurce. Chcesz iść do nieba ? Bo jak ja będę chciał to pójdę na jakąś dyskotekę, podhaczę dealera, kupie jakiś LSD czy inny kwas i zarzucę - też poczuję się jak w niebie - i to leżąc we własnym łóżku.
2b. Heaven (Paradise) - W paradajście bo był Thunder i Hulk Hogan. Niebo jako raj. Patrz punkt 1 i 2c.
2c. Heaven (Multiverse) - O tym będę pisał później.
3. Being - Bóg z założenia jest bytem wyższym. Tzw. Nadbytem (nie mylić z odbytem). Więc skoro jest nadbytem - to nie mamy prawa o nim wiedzieć. Więc skoro o nim wiemy to znaczy, że ktoś go musiał wymyślić a tym samym jest wytworem ludzkim i bogiem jest właściwie tylko z nazwy.
4. Through the Fire and Flames - W książce kłamstw (potocznie zwanej biblią, o tym później), konkretnie w ewangeliach dwóch przygłupów pisze o napalonym krzewie, w którym niby objawił się bóg Moździerzowi... Em, znaczy temu, Mojżeszowi. Seriously. Gdzieś czytałem, że w tamtych czasach (i wcześniejszych i nawet późniejszych też) jedzono sztućcami z ołowiu. Powodowało to wiele zachorowań. Z higieną też było kiepsko. Haluny na pełnej kurwa piździe. Srsly, krzewy się nie palą. Nie ma też duchów. Nie ma objawień bez - niekoniecznie dragów - ale innych środków psychoaktywnych, a tych - znano całkiem sporo nawet w starożytności. Jak Technohead w I wanna be a Hippy - I want to be a hippie and I want to get stoned on Mari-Marijuana. Tak, w tamtych czasach było tego sporo i było dostępne łatwiej, niż teraz.

Nie ma boga... Jest tylko ludzkie spierdolenie...

Wspominając o niebie, należy wspomnieć o duszy. Będąc jeszcze w techbazie, chodziłem na religię. Już wtedy zacząłem wątpić w ten cały biznes. Nie sądzicie, że coś jest na rzeczy jak nawet gościu wiek piętnaście lat zaczyna w to wątpić ? Chciałem się z religii zwolnić coby dużej w domu posiedzieć, etc. ale rodzice (swoją drogą, też po chuju wierzący) nie chcieli mi napisać zwolnienia. Now więc na religii byłem lecz byłem jednak obecny tylko ciałem. Po prostu spałem na ławce. Jedna z uczennic w mojej klasie, nie pamiętam już kto to był (nie pamiętam nawet nazwisk ludzi z którymi chodziłem od techbazy, ba do gimbazy połowy nie pamiętam, nie pamiętam też, czy owa panna była jebalana, choć kojarzę coś, że w techbazowej klasie wszystkie były mniejszym lub większym stopniu jebalne, niektóre nawet motzno), ale podczas gdy byłem na wpół przytomny zadała księdzu pytanie: czy zwierzęta mają duszę. MC Klecha odpowiedział, że nie. Zwierzęta nie mają duszy. No właśnie. Człowiek też nie ma duszy. Przykro mi ziom - po śmierci nie idziesz ani do nieba, ani do piekła. Idziesz w dół - 3 metry pod ziemię. Po śmierci nie ma raju. Po śmierci niema nic. Kaput, podświadomość wyłącza świadomość. Koniec.

Teh Bookz of Liez

Biblia (lit. Księga Kłamstw) to ... No właśnie. Wiki-chan.
Biblia, Pismo Święte, zbiór ksiąg, spisanych pierwotnie w językach hebrajskim, aramejskim i w greckim, uznawanych przez żydów i chrześcijan za natchnione przez Boga. [...] Na chrześcijańską Biblię składają się Stary Testament i Nowy Testament.
No, tutaj to gówno uderzyło w wentylator... NATCHNIONE PRZEZ BOGA. Kojarzycie Dodę, nie ? Nie ? No to dla waszej wiadomości: Dorota Rabczewska, ur. 1984, fajna dupa, 90/63/88, niezłe cycki (choć niestety sztuczne), i niezłe IQ - 156 wg. MENSA. Z chęcią bym zapoznał ją z [Dick]iem [Dick]chelsoem (kekeke) ? No ale, nie o tym miałem - no więc Doda w roku 2012 w wywiadzie rzuciła tekstem iż, tu cytat:
Bardziej wierzę w dinozaury niż w Biblię, bo ciężko wierzyć w coś, co spisał jakiś napruty winem i palący jakieś zioła. (Source: Newsweek Polska)
Shit hit the fan. W tym momencie podszedłbym do Dody i strzelił z nią high five albo... No właśnie. Z facetem można strzelić brofist. A co panienka ? Sisfist ? Może od razu sisfisting ? Albo wait. Bitchslap ? Oj, jadym po bandzie jadym, kekeke.
Ale, zgadzam się z Dodą w 101%. Seriously. Książka nie dość, że kłamie, to jeszcze promuje zapłodnienie in vitro i nawołuje do masochizmu ! Gdzie ? Ano tu:
Jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi. (Mat. 5:39)
Więc mamy tutaj podręcznik masochizmu dla początkujących oraz garść kłamstw i nieprawdy. Dlaczego ? Zobaczmy - pierwsze zdanie z Księgi Rodzaju:
Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię.
Sorry, kurwa, CO? CO KURWA ? Chwileczkę... Na początku, to pierdalnęło jak w kieleckim i powstał wszechświat. I to było jakieś... Jak donosi Lolipedia wszechświat ma 13,82 miliardów lat (dane z misji Planck z 2013). Wtedy ludzi jeszcze w planach nie było. I suddenly KTOŚ KTO NIE ISTNIEJE stworzył ziemie, a potem jeszcze ludzi. Wiecie, jest nawet taki żart z tym:
Czy Ewa zdradziła Adama?
Nie wiadomo, ale niektórzy naukowcy sądzą, że człowiek pochodzi od małpy...
No. To by było. Seriously - dzie w biblii dinozaury ? Dzie meteoryty co jak jebły to wsio na ziemi wyparowało. Fucking magic. Jorge Mario Bergoglio znany szerzej jako Papież Franciszek w 2014 rzekł, iż:
Teoria ewolucji nie jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła.
Co prawda jego interpretacja tez jest o dupe rozbić. No bo seriously - wg. jajogłowych - biorąc pod uwagę wszystkie za i przeciw - chociażbyśmy się spuszczali wiadrami z mocą tysięcy słońc - nie dowiemy się co było przed wielkim wybuchem. Możemy się cofnąć w czasie - o te prawie 14 miliardów lata (będę o tym pisał w którejś Chwliozofii). Ale nie wcześniej. Więc zwykło się zakładać, ze przed wielkim wybuchem nie było nic. Nie można tego opisać nawet jako nicość - bo nawet nicość ma jakąś formę. No ale skoro była nicość - to była NICOŚĆ. W takim wypadku nie było boga - bo skąd on. Nie, przykro mi Pope. There was no god. Bóg stworzył ziemię... Sorry ziom, cytując Wiki-chan:
[...] Odwołując się do informacji zebranych metodą datowania izotopowego, planeta uformowała się ok. 4,54 ±0,05 mld lat temu.
Tak, popierdalały w kosmosie skałki, połączyły się i poof. Tak powstał Chokapic. Wszystko ma początek - więc skoro bóg stworzył ziemię to kto stworzył boga ? No srsly, jeśli jest, to nie jest jakimś pierdolonym Perpetum mobile. You see ? Kościół nie zebrał tego zakrętu i rozjebał się o ścianę. Będzie tylko gorzej. O wiele gorzej. Wszystko ma początek. WSZYSTKO! W S Z Y S T K O ! Ten wasz so-called bóg też! Powiesz mi, że istniał od zawsze ? Rly, głupota też istniała do zawsze. Chociaż nie. Głupota powstała gdy małpy zaczęły myśleć. DJ Bogu na powstanie musiał poczekać jeszcze kilka milionów lat.

Wspomniałem też, że księga kłamstw promuje in-vitro. No srsly. Albo Maryję ktoś zgwałcił ... ... ... Albo kurwa zostaje in-vitro. Święta Maryjo, nie zawszę dziewico... Fuck this shit. Jestem w stanie przełknąć wiele gówna, ale w cudowne zapłodnienie, wysrane z dupy nie uwierzę. Chcecie jakiś przykład bez seksu ? Hm... Ocieranie się panienki o chuja. Tak moje ludki. Tak kobieta może zajść w ciążę. Wystarczy nawet pre-cum.
Also, promujmy bezpieczny seks - ocieranie się miednicami w ubraniach. Road to Hell: Retribution, ShlafRock poleca XDDDDDD.

Przyznam szczerze - że pismo śnięte chciałbym przeczytać. Trafiłem kiedyś na cytat jakiegoś filozofa - nie przytoczę, bo ciężko o cytaty znalezione 10 lat temu - ale, twierdził, że biblia to kompletna bzdura, ale napisana jest jak ciekawa powieść. A ja lubię ciekawe powieści. Dodatkowo święta Madoko, jakbym przeczytał biblię przed pisaniem tego wpisu - aktualnie byłbym pewnie 1/20 całości - wierzcie mi - przetrzepałabym tekst dokładnie. Nie skończyłoby się na kłamstwach, masochizmie i in-vitro. Bo jakbym przyjebał, to z przypierdolem. Takim full konkret.

Ten!

Dziesięć derpów... A sorry dziesięć derpów to Touhou 12. Tu mam na myśli dziesięć przykazań. Panie Mojżesz... Toś pan grubą krechę pociągnął toteż dobre zioło spalił, żeś wykuł te przekazania. Ale dobra. Cza by je obalić, niczym butelkę wódki.

01. Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną.
02. Nie będziesz brał imienia Pana, Boga swego, nadaremnie.
03. Pamiętaj, abyś dzień święty święcił.
04. Czcij ojca swego i matkę swoją.
05. Nie zabijaj.
06. Nie cudzołóż.
07. Nie kradnij.
08. Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu.
09. Nie pożądaj żony bliźniego swego.
10. Ani żadnej rzeczy, która jego jest.

A teraz ANALiza:

01. Ano kurwa nie będę. There's NO GODS DAMNIT!
02. ... No kurwa. Patrz linijkę wyżej.
03. ... ... KTO i JAKIM PRAWEM uznaje dni za święte ? Rozumiem święto państwowe. Tak zwane, kalendarzowe święto czerwone. Ale, często, ze świętością ma chuj wspólnego. Przykład ? Jedenasty listopad. Chuj tego waszego boga obchodzi jakiś kurwa kraj gdzieś na szarej dupie wszechświata ?
04. No kurwa... Kurwa... CHUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUJ! Nie no. O Mamci złego słowa powiedzieć nie dam. Temat ojca przemilczę (kto wie, ten wie. Kto nie - ten nie, tyle w temacie).
05. Bwahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahahaha
Kurwa... Ja jebie... Z podłogi wstać nie mogłem ze śmiechu, a jutro będę miał zakwasy na brzuchu... Nie licząc Hitlera... I Stalina... Kto dokonał największej rzezi ? Byli w średniowieczu tacy pojeby - Templariusze i Krzyżowcy. Z większym naciskiem tych drugich. Robili niby krucjaty religijne. Nawracali niewiernych. Przy okazji mordowali tych co się nawrócić nie chcieli i gwałcili nie gorzej niż Techno-Wikingowie ze Skandynawii. Przykro mi - facet to facet. Najlepsza baba - twoja własna graba nie zawsze wystarcza. Co do morderstw - nie widziałeś, że najbardziej krwawe były zawsze krucjaty RELIGIJNE ?
06. Hm... W czasie FFM byłem zajęty przemyśleniami w stylu "Święta Madoko, minęła dopiero godzina, umieram, a cała noc przede mną..."
07. Hm... Marekczek, pamiętasz jak kiedyś zajebałeś te cukierki ze spożywczaka jak poszliśmy na waksy w techbazie ? Święta Madoko... A! No zaraz! Mojżesz przecie zajebał żydów z... Egiptu. Nie kradnij, po chuju do raju i wsteczny.
08. Dosłownie: Nie kłam. Cytując From First to Last - I Once Was Lost, But Now Am Profound: "But sometimes lying's really the truth in disguise." Tyle w temacie.
09. Ale przecie MILFy są po to, żeby je pożądać, nie ?
10. Hm... A gangsterzy w starych starych filmach ? Zbij go, a potem ukradnij mu żonę/dziewczynę, samochód i pieniądze. Nie ma już takich gangsterów co honor, rodzina, etc. Teraz gangsta to dragi, dragi, dragi i raz jeszcze dragi.

Tyle kwestii ANALizy dziesięciu rzeczy zrobionych ŹLE! O ile w takich punktach 1-3, 6, 8-10, starałem się patrzeć na rzecz z przymrużeniem oka, ale z naciskiem na prawdę, o tyle pozostałe punkty, tj. 4-5, 7 to prawda w 120%. No na prawdę. Krzyżowcy to zapierdalali, w każdym kierunki krew lała się mocniej, niż z dziewicy, która na dzień dobry spróbowała DPP (Double Pussy Penetration, w życiu nie pomyślałby, że się da, a jednak, dobry pierog, dzięki SirMallack za link). To nie wszystko. Większość spraw, w których łapska maczał kościół wiązały się z rozlewem krwi i bynajmniej, dziewice nie były tu głównym powodem. Kościół oficjalnie się do tego za chiny ludowe nie przyzna, ale sorry - tego uczą na historii w szkole (chyba, że przed ostatnie 10 lat się program historii zmienił) - z dupy tego nie wysrałem.

Dodatkowa rzecz odnośnie samego Królestwa Kościoła Katolickiego. Z punktu widzenia polski - PIERDOLONA PEDOFILIA. Jak donosi mapa legalności kobiet - w polszy przeruchanie piętnastolatki - to pedofilia. Ale szesnastka - to cool stuff. A płaska siedemnastka to już zupełnie pojęcie względne. Jak to wygląda w Japonii ? Legalna dziewczynka, to taka która, skończyła 13 (słownie: trzynaście) lat. Watykan bije rekordy. 12 lat. Ser-fucking-yously.

Kreton i religia

No właśnie. Bo ten chuj Kreton to tak na tą religię wrzuca, a pewnie co niedziele księdzu na tacę na mszy wrzuca... NO CHYBA CIĘ KURWA POJEBAŁO CHŁOPCZYKU/DZIEWCZYNKO/OBOJNIAKU/. Jeszcze się z własnym chujem na mózgi nie pozamieniałem. Jestem ateistą. Jeśli już miałbym chwycić się jakiegoś wyznania - byłaby to sekta wyznawców Latającego Potwora Spaghetti lub wyznawcy Różowego Niewidzialnego Jednorożca. Obie te religie mają więcej sensu niż opisane powyżej chrześcijaństwo. A parafii z której jestem zapisany (dziękuję kochani rodzice, nie prosiłem was o chrzest.) mam zamiar się wypisać. W sumie wyznania FSM i PIU są kuszące... Ale jakoś bardziej kusi mnie ZUNizm, albo Suikizm. Ten drugi nawet bardziej. Albo kurwa wiem! Wyznawcy dziewczynek w strojach kąpielowych! Ile wyznawców trzeba by założyć religię ? Bo podpisy zbieram! Wyobraźcie sobie te przykazania: 1. Do swisuitów i dziewczynek w swimsuitach, fapać będziesz i tylko do nich. 2. Widząc dziewczynkę w swimsuicie (toteż innym bikini) zdjęcia robić będziesz. 3. Fap do innych rzeczy jest zabroniony. 4. Swimsuits FTW.
EPIC ? EPIC! Wyobraźcie sobie ten obraz - nagi Kreton (oczywiście w masce przeciw pyłowej) zasłonięty czteropakiem kasztelana, wyciąga rękę do nieba, a tam w chmurach do Kretona wyciąga rękę... Loli w swimsuicie. Stawiam litra temu kto to narysuje. Jak Ayę kocham! Madokizm

Zapytacie - What the fuck ? Co to je ten Madokizm. Troll na trolla. Gdy wychodziło anime 魔法少女まどか★マギカ, w dzień premiery ostatnich dwóch odcinków, max godzinę po relejsie pojawił się demot: Na pierwszym plane Madoka. Pod nią wielką czcionką napis "W OSTATNIM ODCINKU MADOKA ZOSTAJE BOGIEM", a pod tym - mniejszym drukiem "A wy wciąż czekacie na polskie suby". Oryginalnej grafiki znaleźć nie mogę, ale moja reprodukcja znajduję się pod tym sznurkiem. Potraficie wyobrazić sobie tych polaczków, którzy dostali taki spoiler na zakończenie serii ? Mnie to ominęło - demota zobaczyłem na szczęście po zakończeniu ostatniego epa. No, ale skoro Madoka została bogiem - jest to dla mnie bardziej wiarygodne, niż bóg w wierze chrześcijańskiej - nie wzięła się z dupy - powstała przez Kyuubeya. Słowo kluczowe: POWSTAŁA. Still, i tak wierzę w dziewczynki w swimsuitach. Dlaczego ? Bo są namacalne (nie mylić z macalne świntuchy). Wystarczy iść w lato na plażę, basen czy kurwa inny zbiornik wodny. Have fun.

Świadkowie Jechowy

O, to grube spierdolenie. Próbują się na siłę na chatę wbić. Raz wyskoczyłem do nich z mieczem samurajskim. Spierdalali, aż miło. Chociaż w boga nie wierzę i cała religię mam głęboko w dupie - podoba mi się tekst ShlafRocka do zbywania Jechowów. "Gdyby bóg był miłosierny, to by piekło było puste". Ofcoz o tym pisałem nieco wyżej. Ja ich zbywam tekstem, iż "To nie bóg stworzył ludzi. To ludzie stworzyli boga.". Działą jak pedofil na loli. Najpierw chwila zmieszania potem rezygnacja i następnie spierdalają czym dalej.

Uff. Stara matura to przy tym pikuś. Co miałem do powiedzenia na temat debilizmu jakim jest religia - powiedziałem. Przyznaję się, że jechałem tu głownie po chrześcijaństwie - ale powyższe wypociny są tak samo prawdziwe w każdej religii. Nie ważne czy jest to buddyzm, taoizm czy shintoizm czy też inny spierdolenizm. Zawsze jest jakiś bóg, bóstwo toteż inny bug (za to tym testerom płacili ?). Różnią się nazwy i wyobrażenia. Czasem dochodzi reinkarnacja, ale to spierdolenie pokroju wiary, że po śmierci idziemy do nieba czy piekła. Oczywiście - prawda kwestii wiary leży na równi po obu stronach konfliktu. Nie udowodnię wam, że boga nie ma - a wy nie udowodnicie mi, że jest... Ale to ja przedstawiłem wam dowody - które działają na moją korzyść. Więc no cóż. Przekonywał was na siłę nie będę - ale pomyślcie trochu - czy ta godzina w kościele raz czy dwa w tygodniu - i te kilkadziesiąt złotych rzucane na tacę nie dało by się lepiej spożytkować. Czas na odpoczynek, pieniądze ? Choćby na zabranie jakiegoś czworonoga ze schroniska. Duszy nie mamy - ale serce - jak najbardziej.
PS: nienawidzę kotów, ale psy uwielbiam.

2016-03-28

Przegrałeś z Kretasem #006 - Command & Conquer: Red Alert 2

Oto szósta już część Przegrałeś z Kretasem. Tym razem spytałem Grabarza co by chciał tu zobaczyć. Więc na jego życzenie - RA2. By dowiedzieć się więcej o systemie oceniania zapraszam do tego wpisu.

☢ Caution ☢ Spoilers Ahead ☢

This sparks my curiosity.


Title: Command & Conquer: Red Alert 2
Genre: RTS
Developer: Westwood Studios
Publisher: Electronic Arts
Release date: 27.09.2000
Metascore: 84/100
Steam Score: N/A
My Score: ★★★★★
Estimated lenght: 20h+

Expansion:

Title: Command & Conquer: Red Alert 2 - Yuri's Revenge
Genre: RTS
Developer: Westwood Studios
Publisher: Electronic Arts
Release date: 19.09.2001
Metascore: 86/100
Steam Score: N/A
My Score: ★★★★★
Estimated lenght: 15h+

Do serii Command & Conquer mam pewien sentyment. Ukończonych gier mam na koncie ponad 200. Kolejne 100 grałem, ale nie ukończyłem. Wśród tych gier byłą cała masa RTSów - i tych lepszych i tych gorszych, ale żaden z nich nie zadowalał mnie tak jak seria Command & Conquer. W serii zakochałem się od dema Command & Conquer: Tiberian Sun. Dodatkowo pierwsze trzy części serii, mam w oryginalnych bigboxach, prócz tego całość mam oryginalną, w wersji digital jako Command & Conquer Ultimate Collection (17 gier w 1 paczce). Godzin spędzonych w tych grach nie ma co liczyć ponieważ liczba będzie to być może czterocyfrowa, przy czym najwięcej spędziłem właśnie w Red Alert 2.

By opowiedzieć o fabule gry należy cofnąć się w czasie do pierwszej odsłony Czerwonego Alarmu. Rok 1946, Nowy Meksyk. Profesor Albert Einstein pracuje nad zwieńczeniem eksperymentu Filadelfijskiego - Chronosferą. Używając tej maszyny cofa się w czasie do roku 1924 gdzie spotyka Adolfa Hitlera zaraz po wyjściu z więzienia. Przyjacielskim uściskiem ręki Einstein wymazuje z historii Hitlera. Po powrocie asystent Einstaina jest zadowolony z tego faktu, ale Einstain stwierdza "Time will tell. Sooner or later. Time will tell..." Tak też się dzieje - Europa zostaje zaatakowana przez Sowietów pod wodzą Stalina. Po długich bojach Stalin zostaje pokonany...

Po pokonaniu Sowietów, Alianci sadzają na tronie Alexandra Romanova i żyją długo i szczęśliwie... ... ... Do czasu. Pewnego pięknego dnia okazuje się, że Romanov potajemnie budował potęgę armii. Sowieci pod przykrywką tłumienia zamieszek w Meksyku przypuszczają masywny atak na Stany Zjednoczone. USA pada na kolana śląc błagalne depesze do Europy - a ta, postanawia włączyć się do wojny.

Tak oto prezentuje się fabuła gry. Jest taka jak być powinna. Prosta, ale ciekawa. Gra składa się ogółem z 24 misji, po 12 na każdą stronę konfliktu. Alianci zaczynają od odbicia Nowego Jorku, przez odbicie bazy lotniczej w Colorado, następnie misję w Polszy, w Niemczech, na Kubie, aż do Chrono ataku na Moskwę. Sowieci przypuszczają atak na Waszyngton, bronią Władywostoku, niszczą flotę na Perl Harbor, kontroler pogody na Wyspach Kanaryjskich, toczą wojnę domową, aż ostatecznie spuszczają łomot Aliantom na Alasce.

Rozszerzenie zaczyna się krótko po zakończeniu podstawki. Sowieci zostali pokonani, ale chyba o kimś zapomniano. Tak też jest - Yuri. Pojawia się nagle znikąd i oznajmia prezydentowi Duganowi, że przejmuje kontrole nad światem. By tego dokonać używa superbroni - Psychic Dominator. Jedno z takich urządzeń znajduje się na wyspie Alcatraz. Air Strike mający zniszczyć budynek daje dupy, ale jeden ze spadających samolotów rozbija się o elektrownie odcinając zasilanie od budowli przez co nie zostaje ona aktywowana. Yuri używa pozostałych Domianatorów przejmując kontrole nad niemal całą planetą. Tym czasem Albert Einstein udostępnia nam swoją nową zabawkę - Wehikuł Czasu. Cofamy się więc w czasie do czasu pierwszej Sowieckiej okupacji i gdy my kopiemy dupę Sowietom (RA2), my z przyszłości ścigamy Yuriego nim jego armia stanie się zbyt potężna.

Rozszerzenie rzuca nas znów po całym świecie. San Francisco, Hollywood, Egipt, Londyn, Antarktyda. Sowieci zaś odwiedzają San Francisco, Londyn, wyspę wielkanocną, księżyc i Rumunię. Obie strony ogółem biorą w trakcie gry sojusz i walczą z Yurim wspólnie więc czasem będziemy mogli grając Aliantami bawić się Sowieckim uzbrojeniem i odwrotnie. Ciekawostką jest też, że odwiedzamy jedną mapę z podstawki. Mianowicie jako Alianci w RA2 broniliśmy laboratorium Einstaina w Czarnym Lesie, Niemcy. W rozszerzeniu jako Sowieci zjawiamy się w tym samym miejscu by zniszczyć owe laboratorium.

Gra w wielu miejscach jest ulepszeniem tego, co widzieliśmy w Tiberian Sun. Zaczynając od grafiki - ta jest bardziej szczegółowa, przez różnorodność jednostek, aż po ulepszenie sterowania. Wraz z grafiką, zmienił się klimat. Nie walczymy już na zniszczonej ziemi. Akcja przenosi nas w mniej więcej obecne czasy w równoległej rzeczywistości. Grafika oferuje nam dwa typy terenu - Letni i Zimowy. Oba mają jeszcze opcję zurbanizowany. Instalacja dodatku - Yuri's Revenge rozszerza to jeszcze o księżycowy i pustynny. Miasta przedstawione w Red Alert były... No po prostu porażką. Tiberian Sun zaczął już nieco poprawiać to, choć miasta były tam ubogie, to jednak wyglądały bardziej jak miasta. W Red Alert 2 miasta mamy pokroju miast. Budynki, ulice, i ogółem jest nieźle. Czasem oskryptowane jeszcze samochody czy cywile.

Ulepszone zostało również sterowanie. Pasek boczny przeszedł gruntowną modernizację. Teraz mamy tam zakładki - Budynki, Obrona, Piechota, Pojazdy. Dodatkowo jeśli uda nam się zdobyć wrogi Plac Budowy to wówczas mamy jeszcze grupowanie budynków na pasku. Możemy teraz łatwiej ustawiać punkty zborne - nie trzeba wciskać dziwnych kombinacji - wystarczy zaznaczyć koszary czy fabrykę i kliknąć gdziekolwiek by postawić tam punkt zborny wszystkiego co się wyprodukuje. Na dole ekranu dodatkowo znajduje się pasek na którym mamy "pod ręką" takie komendy jak tworzenie grup (tylko 2, reszta pod kombinacjami CTLR+Numer), ustawienie trybu obronnego czy tez wypointy. Wszystko to mamy oczywiście pod klawiaturą, ale skróty przydają się - zwłaszcza początkującym. Również ciekawą nowością związaną z podziałem paska bocznego jest przełączanie się między zakładkami przy pomocy QWER. Dodatkowo, jeśli zakończyła się budowa budynku, a my wciśniemy Q, to budynek od razu możemy umieścić na mapie (nie trzeba go wybierać z paska bocznego). System weteranów również został udoskonalony. Teraz jednostka z trzema odznakami nie dość, że jest mocno silniejsza, to posiada też automatyczne leczenie.

W kwestii jednostek, to tu odbył się największy postęp. Do tej pory mieliśmy podstawową jednostkę piechoty - Light Infantry. Cool. Każda ze stron posiadała taką samą, w takiej samej cenie itd. Teraz zaszły pewne różnice i właściwie tylko jedna jednostka jest taka sama - Inżynier. Jako podstawową jednostkę Alianci posiadają GI. Uzbrojeni w lekkie pistolety mogą zostać "rozłożeni", wówczas okopują się workami z piaskiem przez co wzrasta ich siła ognia i obrona. Sowieci natomiast posiadają Conscriptów. Słabo wyszkolona, uzbrojona w pepesze lekka piechota. Nie posiada żadnych bajerów - ale jest połowę tańsza niż GI, więc idzie tutaj na przewagę liczebną.

Przyjrzyjmy się nieco oddziałom Aliantów. Elektrownie są nieco droższe niż Sowieckie, ale też wytwarzają więcej prądu, a są przy tym mniejsze (tylko 4 pola). Radar służy również jako lotnisko Mieści 4 samoloty Harrier lub Black Eagle (tylko Korea) oraz daje dostęp do spadochroniarzy (tylko Ameryka). Budynkiem specjalnym jest Ore Purifier, który po wybudowaniu zwiększa wartość kruszcu, gdyż Alianckie Żniwiarki mają mniejszą pojemność. Defensywne budynki to klasyczne bunkry skutecznie przeciwko lekkiej piechocie, przeciwlotnicze systemy Patriot, wieże pryzmatyczne, gdzie dwie, lub więcej ustawione obok siebie, zwiększają swoją siłę ognia oraz Grand Cannon (tylko Francja). Dodatkowo jest jeszcze klasyczny Gap Generator, który wytwarza nad pewnym obszarem zasłonę i Satelita Szpiegowski który, odsłania całą mapę z wyjątkiem miejsc osłoniętych Generatorem. Superbronie to oczywiście Chronosfera umożliwiająca przenoszenie jednostek do dowolnego punktu na mapie oraz Kontroler Pogody. Budynek jak nazwa wskazuje - kontroluje pogodę wytwarzając w dowolnym miejscu burzę z piorunami siejącymi zniszczenie. Piechota to wspomniani GI, Rakietowcy to piechota z jetpackami. Posiadają lekkie karabiny ale mogą atakować zarówno cele naziemne jak i powietrzne. Mamy też znanych z pierwszej części "bondów" czyli szpiegów mogących przebrać się za wrogie jednostki (w tym np. za psa) i po wysłaniu ich do wrogiej bazy mogą siać spustoszenie moralne. Mamy też dostęp do Navy SEAL - komandosów uzbrojonych w potężne karabiny i materiały C4, dodatkowo umiejących pływać. Bardzo interesującą jednostką jest jednak Chrono Legionnaire. Jest to ukoronowanie prac nad chrono technologią. Jednostka ta może skakać po całej mapie i wysyłać wrogie jednostki i budynki w kosmos. Sniper (tylko Wielka Brytania) jak się można domyślić zdejmuje wrogą piechotę na duże dystansy. Minusem jest też duży reload miedzy strzałami. Jednostką specjalną jest Tanya. Baba jak chłop. Piechotę szatkuje jak kapustę, może wysadzać w powietrze budynki i statki (w dodatku również inne pojazdy). Pojazdy Aliantów mają tyle samo plusów, co minusów. Grizzly to standardowy czołg Aliantów. Jest szybki, słabo opancerzony, strzela słabiej niż Sowiecki Rhino, ale nadrabia to szybkostrzelnością. IFV to dość wszechstronny pojazd którego działanie jest różne zależnie od tego jaką piechotę w niego zapakujemy. Zazwyczaj jest to lekki pojazd przeciwlotniczy. GI zamienia go w karabin maszynowy, Inżynier - w pojazd naprawczy. Kombinacji jest tyle ile piechoty. Tank Destroyer (tylko Niemcy) to jednostka całkowicie bezużyteczna na piechotę czy budynki, ale tej jednostki winny obawiać się nawet Sowieckie Apocalypse. Następną jednostką jest czołg Mirage. Nigdy nie wiesz czy to drzewo które stoi we wrogiej bazie to faktycznie drzewo. Czołg Mirage zmienia się w drzewo gdy się nie rusza. Gdy coś podjedzie w jego zasięg, strzela i znów zmienia się w drzewo nim zostanie namierzony. Tak jak Chrono Legionnaire jest ukoronowaniem technologii chrono, tak Prism Tank jest ukoronowaniem technologii pryzmatycznej. Lekko opancerzony jak wszystkie alianckie pojazdy, z potężnym zasięgiem - kilka takich potrafi zrównać wrogą bazę z ziemią. Każde trafienie w jednostkę sprawia, że promień światła rozbija się na pobliskie jednostki i budynki. Dodatkowo, każde trafienie spowalnia nieco pojazdy wroga. Chrono Miner to chyba najciekawsza jednostka. Potocznie nazywana żniwiarką, zbiera kruszec. Na pole musi dojechać, a gdy magazyn jest pełny - teleportuje się do bazy używając przenośnej Chronosfery. Niestety wielkość generatora negatywnie wpłynęła na ilość przestrzeni magazynowej więc aliancka żniwiarka mieści tylko 500 kredytów. Mamy wspomniane Harriery i Black Eagle (tylko Korea). Oba samoloty to VTOLe i właściwe niczym się nie różnią. Black Eagle ma ciut lepsze statystki. Dodatkowo dochodzi jeszcze transporter Nighthawk. Helikopter mogący pomieścić pięć jednostek piechoty, uzbrojony w lekki karabin maszynowy. Nic dodać, nic ująć. Aliancka flota od czasu drugiej wojny przeszła gruntowną modyfikację. Destroyer to podstawowa jednostka, która prócz siania zamieszania dodatkowo może wykrywać i zatapiać łodzie podwodne dzięki samolotom typu Osprey (da się zestrzelić) stacjonującym na pokładzie. Aegis Cruiser to chyba najlepsza jednostka przeciw lotnicza. Nie bez powodu mówi przy zaznaczeniu "Protector of the Allied Fleet". Delfiny to chyba najciekawsza jednostka pływająca. Są to... No delfiny. Z tym, że posiadają soniczne wzmacniacze dzięki czemu atakują dźwiękiem. Dodatkowo by strzelić nie muszą się wynurzać choć mogą zostać wykryte przez Sowieckie łodzie podwodne i wielkie ośmiornice. Aircraft Carrier to Aliancki "A larger ship in the fleet". Nie jest to Kaga czy Akagi, ale wciąż lotniskowiec. Posiada na pokładzie trzy samoloty Hornet (da się zestrzelić), które co chwilę nękają wroga, aż do zniszczenia (czyli ogółem kilka sekund). To jest podsumowanie sił Alianckich.

Nim przyjrzymy się stronie Sowieckiej warto wspomnieć, iż Red Alert 2 jest grą nieźle wyważoną. Tam gdzie Alianci zyskują, Sowieci tracą i na odwrót. No, ale do rzeczy: Sowieckie elektrownie - Reaktory Tesli - są większe i słabsze niż Alianckie odpowiedniki. Ma to swój cel. Tym celem są Reaktory Atomowe. Duże, cholernie niebezpieczne, ale jeden potrafi zasilić sporej wielkości bazę. Budynkiem specjalnym jest maszyna Klonująca. Każda wyszkolona jednostka piechoty tworzona jest w dwóch egzemplarzach. Przewaga liczebna, huh ? Reszta budynków jest tak genericowa, że aż niewarta uwagi. Obrona to karabiny maszynowe. Dobre na małe grupy piechoty. Powietrza bronią działa typu Flak. Mają mniejszy zasięg niż Alianckie Patrioty ale strzelają zdecydowanie częściej choć słabiej. Kolejne są - znane już pierwszej części - Cewki Tesli. Rażą prądem wszystko co się zbliży. Psychic Sensor to zabawka wskazująca dokąd zmierzają wrogie oddziały. Superbronie to Żelazna Kurtyna sprawiająca, że pojazdy na krótką chwilę stają się niezniszczalne. Pomyśl co się stanie jak Apocalypse nagle staną się niezniszczalne kilka metrów od twojej bazy. Tą bardziej destruktywną zabawką jest oczywiście Bomba Atomowa. Rosyjska piechota to mieszanka mocno wybuchowa (dosłownie). Mięso armatnie to oczywiście Conscript. Obronę przez Alianckim lotnictwem stanowią Falk Trooperzy. Zwieńczeniem Sowieckiej technologii Tesla są oczywiście piechurzy Tesli. Odziani w metalowe kombinezony smażą wrogą piechotę, niszczą idealnie wrogie czołgi, a do tego zasilają w wolnych chwilach Cewki Tesli. Trzech Tesla Trooperów sprawia, że Cewka Tesli będzie działać nawet bez prądu. Crazy Ivan goes for boom. Ta piechota podkłada ładunki wybuchowe pod dosłownie wszystko. Podłóż pod krowę - to słynny McBomb. Inżynierowie mogą zdjąć założony ładunek - jeśli zdążą na czas do niego dobiec. Desolator (tylko Irak) to ciekawa jednostka - strzela promieniami radioaktywnymi. Można go też rozłożyć dzięki czemu skazi spory teren wokół siebie. Odporny na promieniowanie. Terrorysta (tylko Kuba) to piechota samobójcza. Podbiega do celu i wysadza się razem z nim. Pieprzony Bin Laden! Yuri to jednostka, której strach się bać. Może przejąć kontrolę nad każda dowolnie wybraną jednostką - jeśli tylko uda mu się do niej zbliżyć. Jednostka może zostać uwolniona jeśli Yuri zostanie zabity. Pojazdy to ciężkie pancerne konserwy. Wolne, strzelające wolno, ale mocno. Dodatkowo ciężko opancerzone. War Miner to Sowiecka żniwiarka. Pojemniejsza, niż Alianckie Chrono Minery (700 kredytów), dodatkowo uzbrojona w karabin maszynowy - skuteczny przeciw piechocie. Czołgi Rhino to odpowiedniki alianckich Grizzly, choć wolniejsze i wolniej strzelające, za to robiące nieco więcej szkód. Nic dodać, nic ująć. Flak Truck to działko Flak na kółkach. Dodatkowo działa jako APC więc może przenieść pięć jednostek piechoty lub jednego... Terror Drona. Te mechaniczne pająki to utrapienie dla pojazdów. Wskakują do takowego i rozrywają go od środka. Da się pozbyć takowych jeśli uda się zainfekowanym pojazdem dojechać do stacji naprawczej. Wyrzutnie rakiet V3 to dalekosiężne jednostki siejące spustoszenie. Wolne i słabo opancerzone. Rakiety dodatkowo da się zestrzelić, ale jeśli trafią... AOE zrobi swoje. Tesla Tank (tylko Rosja) to cewka tesli na kółkach. Słabsze niż stacjonarne odpowiedniki, ale silniejsze niż piechota. Dodatkowo zabawne odzywki (dodatek). Demolition Truck (tylko Libia) to bomba atomowa na kółkach. Wysyłasz do wrogiej bazy i patrzysz na rozpierdziel. Apocalypse Tank - najpotężniejszy czołg w grze, następca znanych z wcześniejszych części czołgów Mamut. Cholernie ciężkie opancerzenie, podwójne działa 120mm i podwójna wyrzutnia rakiet przeciw lotniczych, a do tego pełna autoregeneracja energii. Lotnictwo Sowieckie jest bardzo ograniczone - posiadają tylko Sterowce Kirov. Są POWOLNE, ale ciężko opancerzone, a gdy dolecą do wrogiej bazy - mało który budynek jest w stanie wytrzymać bezpośrednie trafienie bombą. Flota Sowiecka to znane z pierwszej części łodzie podwodne Typhoon. Nie muszą się wynurzać by strzelać. Sea Scorpion to lekko opancerzona jednostka zwiadowcza służąca również jak wodne działo przeciw lotnicze. Jeśli myślałeś, że widziałeś już wszystko - to się myliłeś. Giant Squid to wielkie ośmiornice, które mogą unieruchomić wrogie statki, aż w końcu pociągną je na dno. Wrażliwe jednak na ataki delfinów. Dreadnought to odpowiednik Alianckich lotniskowców. Wystrzeliwuje po dwie potężne rakiety (da się je zestrzelić), które jak uderzą to boli. Tyle w kwestii sił Sowieckich.

Rozszerzenie - Yuri's Revenge miesza nieco w siłach - zwłaszcza Sowieckich. Alianci dostali nowy budynek - Robot Control Center i nową jednostkę bezpośrednio z owym budynkiem powiązaną - Robot Tank. Słabo opancerzone jednostki ale z całkiem niezłą siłą ognia, które - jak nazwa wskazuje - nie mogą być przejęte przez siły Yuriego. Drugą jednostką, która zasiliła szeregi wojsk Alianckich to Battle Fortres. Olbrzymi czołg, w którym można umieścić pięciu piechurów, którzy będą z owego pojazdu strzelać. Dodatkowo jest to jedyny pojazd który może przejechać przez mur oraz zmiażdżyć inne pojazdy. Najlepsza kombinacja to pięciu Guardian GI Są oni trzecią nowością. Wolni, słabi, kiepsko uzbrojeni. Błyszczą dopiero po rozłożeniu gdy lekkie pistolety zmieniają na wyrzutnie rakiet mogące atakować zarówno cele naziemne jak i latające. Dodatkowo nie da się ich rozjechać. Sowieckie oddziały straciły zarówno maszynę klonującą jak i Psychic Sensor. Dostały za to nowy budynek specjalny - Industral Plant. Budynek zapewnia 25% redukcji kosztów wszystkich pojazdów. Obrona została powiększona o Battle Bunker - bunkier, w którym można zmieścić pięciu Conscriptów. Całkiem przydatne. Sowieci otrzymali też nowy pojazd - jest to Siege Chopter. Uzbrojony w lekki karabin śmigłowiec - można go rozłożyć - wówczas zmienia się w potężna artylerię. Piechota Sowiecka została wzbogacona o dostępnych tylko w jednej misji Cosmonoautów. Przypominają nieco Alianckich Rocketerów, ale uzbrojeni są w działka laserowe. Pojawiła się też nowa jednostka specjalna - odpowiednik Tanii - Borys. Uzbrojony w kałacha wojak mogący wezwać Air Strike. Dodatkowo Sowieci otrzymali samolot szpiegowski do odrywania mapy - dużo gorszy niż w pierwszej części niestety.

Przyjrzyjmy się teraz oddziałom Yuriego dostępnym w rozszerzeniu. Bio Reaktory to elektrownie wielkości Alianckich odpowiedników ale mocy Sowieckich. Można w nich jednak zapakować pięciu żołnierzy i każdy z nich zwiększa moc elektrowni o 100. Slave Miner to rafineria na kółkach. Rozkłada się ją na złożu kruszcu i niewolnicy z łopatami (tak, xD) zaczynają zbierać surowiec. Psychic Radar to nic innego jak radar działający na zasadzie Psychic Sensora. Pokazuje dokąd zmierzają jednostki i może odkrywać mapę. Grinder to budynek który mieli niepotrzebne jednostki i zamienia je na kasę. Bardzo przydatne. Budynek specjalny to wspomniana wcześniej maszyna do klonowania. Obrona Yuriego składa się z Tank Bunderków - bunkrów do których pakujemy czołgi. Mogą być zniszczone jednak przez lotnictwo. Obronę przeciw piechocie i lotnictwu stanowią karabiny Gatlinga. Czym dłużej strzelają - tym więcej szkód wyrządzają. Dopełnieniem wszystkiego są Psychic Towery - wieże mogące przejąć maksymalnie 3 jednostki. Można je potem zachować lub wysłać do młynka. Superbronie to Genetic Mutator, który zamienia dowolną piechotę w Brute. Psychic Dominator to budynek od dwukrotnym działaniu. Przejmuje wrogie jednostki na wskazanym teranie na nasze na stałe, ale powstała w wyniku tego fala uderzeniowa niszczy wszystko wokół. Jednostki Yuriego to inna para kaloszy. Initiate to podstawowa piechota strzelająca... Ogniem. Jej siła rośnie pięciokrotnie po wsadzeniu jej do budynków. Budynek z dziesięcioma Initiate w środku zdejmuje Apocalypse w 2 sekundy. Brute to zmutowane jednostki piechoty o sile Shwarzeneggera, a inteligencji przedszkolaka. Silne, jak na piechotę nieźle opancerzone i nie można ich rozjechać, a pojazdy i budynki to dla nich nie problem. Dodatkowo można je tworzyć za darmo przy użyciu Mutatora. Virus to jednostka snajperska. Nie tak dobra jak Aliancki odpowiednik, ale za to każdy zabity żołnierz zamienia się w chmurę gazu, która rani wszystko w koło. Yuri Clone to... No klon Yuriego. Przejmuje wrogie jednostki. Yuri Prime to jednostka specjalna. Odpowiednik Tanii i Borysa. Jednostka unosząca się nad ziemią, czyli może też pokonywać zbiorniki wodne również - jak Yuri Clone - przejmuje wrogie jednostki, ale ma większy zasięg, a do tego może również przejmować budynki! Pojazdy w armii Yuriego to zbiór dziwactw. Lasher Tank to taki Aliancki Grizzly tylko nieco szybciej strzela. Gatling Tank to Galting Cannon na kółkach. Czym więcej strzela - tym szybciej. Czym szybciej - tym mocniej. Nieco słabszy niż statyczny odpowiednik, gdyż posiada cztery lufy zamiast sześciu. Chaos Drone to jednostka wywołująca zamieszanie w szeregach wroga. Zbliża się do celu i wypuszcza gaz, dzięki, któremu jednostki głupieją i atakują wszystko w koło - swoje, wrogie, cywilne. Mastermind to jednostka służąca do przejmowania innych. Może kontrolować nieograniczoną ilość jednostek, ale każda następna powyżej trzech powoduje przeciążenie systemu i w efekcie uszkadza pojazd. Floating Disc to ... No Yuri obejrzał chyba Independence Day. Mamy jednostkę UFO. Jednostka nieco nie dorobiona (nie może atakować pewnych obiektów), ale może bez problemu wyłączyć wrogie systemy obronne, prąd czy okraść wrogą rafinerię. Ostatnią jednostką jest Boomer. Łódź podwodna. Nie dość, że dwa razy ciężej opancerzona niż Sowiecki Typhoon, to również dwa razy lepiej uzbrojona i dodatkowo może wystrzeliwać dalekosiężne rakiety Tommahawk by atakować cele naziemne.

Mamy dostępne też na mapach budynki techniczne. Tych jest kilka typów. Lotniska dają nam możliwość zrzutu spadochroniarzy (USA może mieć więc dwa zrzuty). Stacje naprawcze działają tak jak nazwa wskazuje. Ogółem są chuja warte. Szpital leczy piechotę. Trzeba ją tam wpierw wysłać. Ogółem chuja warte. Szyby naftowe... To inna para kaloszy. Przejęcie go daje natychmiastowo 1000 kredytów, potem co kilka sekund dostajemy 20 kredytów. Trzy takie dają rade zasilić sporą bazę, ale wymagają ciągłej ochrony. Rozszerzenie modyfikuje i dodaje budynki. Zmodyfikowany zostaje szpital. Teraz przejęcie go leczy wszystkie jednostki piechoty na mapie niezależnie od odległości. Dodany został również Machine Shop, który działa tak jak szpital, ale na wszystkie pojazdy. Te, które posiadają autoregeneracje energii mają dzięki temu zwiększone działanie. Ostatnim nowym budynkiem jest Secret Lab. Budynek, tak długo jak jest kontrolowany daje dostęp do technologii innych krajów. Grand Cannon jako Rosja ? Da się ? Da się!

Już od czasów Tiberian Dawn niektóre jednostki miały swoje głosy, choć było ich mało. Zazwyczaj cała piechota z wyjątkiem Inżynierów mówiła tym samym głosem. Z czasem zaczęto to rozwijać, aż w Yuri's Revenge osiągnęło to swoją finalną formę. Każda jednostka mówi swoim głosem, rzucając czasem zabawne cytaty. Podam kilka przykładów:
Tesla Trooper - Ruch - "Rubber shoes in motion" (Gumowe buty w ruchu)
Navy SEAL - Wybór - "A lil' C4 knockin' at your door" (Trochę C4 puka ci do drzwi)
Crazy Ivan - Wybór - "Ivan's not home!" (Ivana nie ma w domu)
Cosmonaut - Wybór - "Gravity? What's that?" (Grawitacja ? Co to ?)
Mirage Tank - Wybór - "Aren't the trees lovely?" (Czy drzewa nie są piękne ?)
Tesla Tank - Wybór - "This sparks my curiosity." (Porażająco ciekawe)
Sea Scorpion - Wybór - "I love my boat" (Uwielbiam moją łódź)
Demolition Truck - Wybór - "Why don't you drive?" (Czemu ty nie poprowadzisz ?)

Rozpisałem się o jednostkach jakbym książkę pisał. Same opisy jednostek myślę wykonam jako oddzielny post, bo czemu nie ? Pisałem też przy niektórych jednostkach "Tylko ...". W grze, głownie w trybie Skirmish, (ale też niektórych misjach, choć tu mamy narzucone) możemy wybrać kraj, jako który chcemy walczyć. Alianci mają do dyspozycji Amerykę, Koreę, Francję, Niemcy i Wielką Brytanię. Sowieci mają Rosję, Irak, Kubę i Libię. Kraje te mogą kolejno - zrzucać spadochroniarzy, budować myśliwce Black Eagle, budować Wielkie Działa, budować Niszczyciele Czołgów i szkolić Snajperów. U Sowietów: budować Tesla Tanki, szkolić Desolatorów, szkolić Terrorystów i budować Demolition Trucki. Wybór kraju w trybie potyczki jest dowolny.

Jak w ogóle wygląda rozgrywka ? To zależy od trybu. Potyczka wygląda zawsze tak samo. Zaczynamy z małymi siłami i MCV, rozbudowujemy bazę i zium, na wroga. Misje to inna para kaloszy. Możemy zacząć w całej - lub częściowo rozbudowanej bazie, musimy taką odbić lub wybudować od zera. Czasami możemy nie mieć bazy w ogóle, wówczas musimy radzić sobie siłami jakie zostały nam przydzielone. Należy zaznaczyć, że w grze nie uświadczymy jak we wcześniejszych grach medyka, więc należy uważać. Misje oscylują od zniszczenia konkretnych celów, do zmiecenia całej wrogiej bazy z powierzchni ziemi. Czasem trzeba czegoś bronić innym razem na coś uderzyć nim licznik czasu w rogu ekranu się wyzeruje. Różnorodność misji nie pozwala się nudzić. Między misjami oglądamy także wstawki z żywymi aktorami. Wśród obsady - same gwiazdy. Kari Wuhrer jako Tanya, Athena Massey jako Eva, Aleksandra Kaniak jako Sophia, Barry Corbin jako Generał Carville, Nicholas Worth jako Alexander Romanov, Ray Wise jako prezydent Dugan, Udo Kier jako Yuri czy choćby Larry Gelman jako profesor Einstein. Gra w kwestii wstawek przed misją, jak i mini wstawek wyświetlających się w czasie misji zamiast ekranu radaru wróciła do swoich korzeni. Znów dowódcą jesteśmy my - nie jest tak filmowo jak w Tiberian Sun gdzie wcielaliśmy się w dowódcę McNeila czy Slavika. Tu jesteśmy sobą.

Jeszcze jedną, choć nieznaczną i nic nie wnoszącą do tematu gry nowością jest bonusowy czas. Np. na wykonanie misji mamy 15 minut. Jeśli zmieścimy się w czasie po misji dostaniemy opis, że "błyskawiczne działanie całkowicie zaskoczyło Sowietów". Jeśli się spóźnimy opis będzie głosił, że "udało się wyprzeć Sowietów z obszaru, ale przez nasze powolne działanie duża część miasta została zniszczona". Niezależnie od tego czy zmieściliśmy się w czasie, czy nie - misja jest zaliczona, a sam opis nie wnosi nic. Co najwyżej e-penisa.

O grze mógłbym powiedzieć jeszcze sporo, ale wystarczy. Przejdźmy do techniki. Grafika jak na rok 2000 jest ładna i czytelna. Nie odbiega od standardów tych lat. Jest to ulepszona wersja silnika zastosowanego przy Tiberian Sun. Jest bardziej żywa i kolorowa. Ma jednak parę błędów w kwestii działania. Otóż, miałem z tym problem już na starym TSO, problem jest też przy grze na Phenom II x4 3.2 GHz, 8 GB ramu i 2 GB GeForce GTX 750Ti. Gra ma spadek FPS na wybuchach i strzałach czołgów pryzmatycznych. Spadek rzędu 40 FPS na około sekundę. W kwestii działania gra umożliwia nam grę w rozdzielczościach 640x480, 800x600 i 1024x768, jeśli jednak pogrzebiemy w pliku INI znajdującym się w katalogu z grą, możemy bez problemu ustawić np. FullHD czy nawet UltraHD (jeśli nasz monitor/TV obsługuję taką rozdzielczość). Problemem jest lekkie rozsypanie się HUDu, ale nie wpływa to negatywnie na rozgrywkę, a dzięki temu widzimy większy kawałek pola bitwy na raz. Od strony muzycznej gra jest bardziej żywa niż poprzedniczka, przy tym nieco mniej klimatyczna. Utwory takie jak Ion Storm w Tiberian Sun niestety nie występują, ale również dynamizm już nawet samej rozbudowy bazy w Red Alert 2 jest większy. Gra posiada za to znany już z pierwszej części Piekielny Marsz. Widniejący na końcu playlisty HM2 to nic innego, niż napisana od nowa wersja Hell March. Mało kto wie, że Hell March miał być utworem z napisów końcowych Tiberian Dawn, ale Frank Klepacki - pracujący w Westwood Studios muzyk (Amerykanin polskiego pochodzenia) nie zdążył skończyć go przed wydaniem gry, więc utwór stał się znakiem firmowym wszystkich Red Alertów. Ogółem rzecz biorąc soundtrack i do Red Alert 2 i do Yuri's Revenge to zbiór styli - od Funky przez Progressive, Trance do Metalu. Jeśli miałbym wymienić najlepsze kawałki byłyby to dla RA2 HM2 i Grinder, natomiast dla rozszerzenia będzie to Drok. Cały soundtrack dla obu gier trwa niewiele ponad półtorej godziny. Gra też nie ustrzegła się błędów. Zdarza się, że jednostki się blokują. Czasem może zdarzyć się, że gra wysypie się bez powodu. Znane są też przypadki, że jednostki wybuchają chwilę po rozpoczęciu gry. Słyszałem, że jest to zabezpieczenie przeciw pirackie, chociaż sam grałem na piracie przez ponad 10 lat i wsio było ok, aczkolwiek działo się tak i u mnie kilka razy.

Podsumowując tą przydługą recenzję, Command & Conquer: Red Alert 2 jest grą bardzo dobrą, świetnie zbalansowaną, a zarazem ostatnią strategią z serii (powiedzmy sobie szczerze - późniejsze części to już nie C&C), zapewniającą wiele godzin dobrej rozrywki. Przeznaczona jest dla każdego - słabi gracze dadzą sobie radę na łatwym poziomie, weterani strategii poczują wyzwanie na wyższych poziomach. Multiplayer niestety nie działa z powodu wyłączenia serwerów Westwood Online w 2003. Gra dostępna jest za darmo, jak również za 89 PLN w zestawie Command & Conquer Ultimate Collection (17 gier) na platformie Origin. Jeśli nadal się nie przekonałeś, to wiedz, że gra została określona mianem najlepszego RTSa od czasów StarCrafta! Ja natomiast daję grze ★★★★★ z wynikiem 95%, jak również Hunter's Seal of Approval. Tyle na dzisiaj. Kreton out!

2016-03-02

Przegrałeś z Kretasem #005 - Star Wars: Republic Commando

Druga Chwilozofia wciąż się pisze, więc jako weekly-dose postanowiłem wrzucić kolejną część Przegrałeś z Kretasem. By dowiedzieć się więcej o systemie oceniania zapraszam do tego wpisu.

☢ Caution ☢ Spoilers Ahead ☢

Damn, I don't believe it! I've lost count of my kills!


Title: Star Wars: Republic Commando
Genre: FPS
Developer: LucasArts
Publisher: LucasArts
Release date: 04.03.2005
Metascore: 78/100
Steam Score: Very Positive (3,183)
My Score: ★★★★★
Estimated lenght: ~15h

Nie jestem jakimś wielkim fanem Star Wars co wspominałem przy wcześniejszym Star Wars: Empire at War. Niemniej jednak i w tym uniwersum są gry, do których lubię wracać. Empire at War opisywałem ostatnio, teraz zamierzam opisać inna grę, będąca FPSem osadzonym w czasie Wojny Klonów. Mowa to u Star Wars: Republic Commando do którego mam sentyment również z powodu drugiego rozdziału, ale o tym wspomnę później. Ruszamy, Deltas!

Do historii wprowadza nas seria częściowo interaktywnych sekwencji z naszych "narodzin" na oceanicznej planecie Kamino. Niedługo potem zostajemy zapoznani z naszym oddziałem i - samotnie rzuceni do walki - na planetę Geonosis. Kolejnym etapem jest infiltracja statku klasy Acclamator o jakże miłej nazwie - Prosecutor. Ostatecznie trafiamy na sam Kashyyyk gdzie gówno trafia w wentylator.

Ogółem mówiąc wcielamy się komandosa RC-1138 zwanego w skrócie Boss lub 38. Jesteśmy klonem łowcy nagród - Jango Fetta. Niedługo po rozpoczęciu poznajemy nasz oddział. Są to kolejno RC-1262 (Scorch lub 62), RC-1207 (Sev lub 07) i RC-1140 (Fixer albo 40). Scorch to wesołek od demolki, Sev to rzucający sarkazmami sniper-sadysta natomiast Fixer to poważny, małomówny technik. Wszyscy również są klonami Jango Fetta, ale każdy z nich ma swoją, unikalną osobowość. W większości gry biegamy w takim składzie i to my jesteśmy dowódcą tego kurnika.

Zaczynamy od zrzutu na Geonosis podczas Zero Hour wojny klonów. Dzieje się to mniej więcej pod koniec filmu. Naszym celem jest zebranie do kupy całego Delta Squad, następnie zniszczenie fabryki droidów, elminacja dowódcy Sun Fac'a, a na koniec zdobycie kodów startowych dzięki którym będzie można uniemożliwić separatystom opuszczenie powierzchni. W następnym rozdziale, toczącym się rok po rozpoczęciu Wojny Klonów, trafiamy na Prosecutora - Statek klasy Acclamator, na którym kiedyś stacjonował Delta Squad, a który przestał odpowiadać. W tej misji - zwłaszcza na początku - biegamy sami, gdyż Delta Squad wchodzi do statku w czterech różnych miejscach. Powoli poznajemy co stało się z z załogą, a początek misji przypomina bardziej horror niźli starne warsy. Na samym końcu bronimy się przed inwazja separatystów na pełną skalę. Ostatni rozdział rzuca nas na planetę Kashyyyk już nawet nie tyle przed zakończeniem wojny - co niedługo przed wprowadzeniem w życie Rozkazu 66. Na Kashyyyku asystujemy Wookiee w walce z separatystami jak i poznanymi na Prosecutorze - Trandoshanami. Ostateczna walka ma miejsce w Cytadeli skąd ostrzeliwujemy niszczyciel separatystów. Niestety Sev został zaatakowany podczas powrotu do grupy, i choć chcemy go ratować - dowództwo (w tym sam Yoda) każde nam go zostawić.

Rzeczą, której brakuje wielu grom, to może nie tyle interakcja z postaciami co nawiązywanie pewnej więzi z postaciami. Trudno nie lubić takiego sidekicka jak Alyx w HλLF-LIFE². Z samych protagonistów - np. Serious Sama z serii Serious Sam. Grając w Republic Commando jakoś nie odczuwałem więzi z 38, w którego rolę się wcielamy, jednak z resztą Delta Squad - już tak. Wspomniany 62 rzuca żartami i sucharami, na które 07 potrafi odpowiedzieć niezła ripostą. 40 najczęściej ucisza obu kompanów. Wygląd komandosów przypomina nieco wygląd klonów znanych z filmu, jest jednak nieco inny. Posiadają oni lepsze pancerze, lepsze uzbrojenie, lepszy trening i pracują w małych - czteroosobowych grupach. Komandosów rozpoznajemy po kolorze pancerza. 07 jest czerwony, 62 żółty, a 40 zielony. Nasz kombinezon, jeśli wierzyć okładce jest pomarańczowy. Ciekawostką jest też, to jak widzimy. Otóż jak widać na okładce gry widać, że hełmy mają wizjery w kształcie litery T. Jeśli mamy w opcjach włączoną odpowiednia opcję (Helmet) to świat gry będziemy obserwować przez hełm. Poniższy screen przedstawia po lewej widok przez hełm, a po prawej bez.
Jak widać są pewne różnice w rozlokowaniu elementów HUDu. Nie ma to większego wpływu na rozgrywkę, uważam jednak, że granie z włączonym hełmem nadaje grze swego rodzaju realizmu. Dodatkowo - nieważne czy gramy z hełmem czy bez - gdy na naszej masce rozpaćka się smar, kwas czy choćby napada deszcz, przez ekran przesunie się promień czyszczący widok. Fajny bajer. Misje niby są tylko trzy, ale za to przewijają się przez nie prócz oczywiście przecinków - inne klony - te "gorsze modele". Zazwyczaj witają nas tekstem w stylu "Oh, it's a commando!". Czasem trafiają się Wookiee (ci, to tylko na Kashyyyk). Zwykłe klony są niczym innym jak mięsem armatnim, choć jak się postaramy - uda nam się kilka ocalić (co nie ma żadnego wpływu na fabułę).

Nasze dzielne komandosy nie w zasadzie nie mogą zginąć. Gdy ich (lub nasze) HP spadnie do zera padają na ziemię nie przytomni. Wówczas możemy sami podbiec do nich lub - jak nam się nie chce lub jesteśmy zajęci mordowaniem robotów - wysłać kogoś z naszej drużyny by ten, używając defibrylatora postawił naszego towarzysza na nogi. Również - gdy nam brakło HP i leżymy możemy zdecydować co dalej. Kazać komandosom wykonywać powierzone rozkazy, kazać się natychmiast uratować lub wczytać zapisany stan gry. I tu wychodzi mały zgrzyt. Otóż nasi komandosi to kompletni idioci. Albo gęsiego będą pchali się pod ogień wieżyczek ginąć w czasie próby podniesienia nas, albo będą strzelać co chwilę dając się otoczyć. Na szczęście zdarzyło mi się to może 2 na 15 przypadków. Dodatkowo Scorch ma swój cytat odnośnie naszego powalenia i brzmi on: "Can you die later, sir? It just isn't a good time now." Mówię nie mogą zginąć... Ano mogą. Chroni nas tarcza. Gdy nikt do nas nie strzela - ta się ładuje. Dopiero po jej rozładowaniu schodzi nam energia. Energie można naładować w stacji z płynem bactca. Energię, swoją jak i pozostałych komandosów należy obserwować i w miarę możliwości kazać się leczyć, bo gdy cała czwórka komandosów pada gra się kończy, a my słyszymy coś w stylu "Detla Squad? Delta Squad! ... I think we just lost Delta Squad..." lub "38, I'm reading low vital on your squad....". W kwestii dubbingu gra jest świetna. Aktorzy grający poszczególne postacie - spisali się na medal. W rolę Clone Advisora oraz Delta 40 wcielił się Adrew Chaikin znany z całej masy gier w tym z uniwersum Star Wars. Dodatkowo, The Walking Dead, American McGee's Alice. Głos Delta 62 to Raphael Sbarge. Independence Day, Pearl Harbor czy choćby Kaidan Alenko w Mass Effect. Sev czyli Delta 07 to głos Jonathana Davida Cooka. Znany między innymi z Star Wars: Galactic Battlefront 2, Star Craft 2: Wings of Liberty czy też Baldur's Gate II: Shadows of Amn. Ostatni - zarazem najważniejszy głos w całej grze - my - czyli Detla 38 to nikt inny jak ... Tak! Temuera Morrison! Aktora przedstawiać chyba nie muszę. A jeśli jednak - Jango Fett/Cody w Star Wars.

Jak wygląda gra w kwestii Motion Capture ? Tak jak powinna. Komandosi nigdy nie biegają prosto. Zachowują się jak prawdziwi komandosi. Kucają, skradają się. Mamy też możliwość wykonania wejścia do pomieszczenia z hukiem. Wówczas jeden z komandosów podkłada ładunek, drugi chowa się za rogiem, trzeci kuca by wrzucić granat i po wybuchu dopiero wbiegają do pomieszczenia. Wygląda bardzo realnie. AI trochę szwankuje, ale mimo to przez większość czasu nasze komandosy nie dość, że dają radę, to jeszcze zabijają wrogów. Jak zabijają wroga w zwarciu to możemy liczyć na jakąś ładną animację podrzynania gardła czy skręcania karku. Również jak przeciwnik leży martwy na ziemi, a nie ma innych wrogów w pobliżu, czasem Sev podchodzi do niego i bliska strzela mu w głowę rzucając cytatem w stylu "Now, it's extra dead". W ogóle, kocie ruchy naszych komandosów są zasługą niejakiego Joe Bacciocco, szkoleniowca Spec Ops z trzydziestoletnim stażem. Gra zawiera nawet film pokazujący jak uczył animatorów wyważania drzwi, poruszania się jak komandos czy choćby takich rzeczy jak odbijanie zakładników i wyjmowanie broni. Realizm na maxa. Smaczkiem jest możliwość znalezienia miecza świetlnego, ale niestety zabrać go ze sobą nie możemy...

W kwestii uzbrojenia nie jest źle, choć zależy jak na to patrzeć. Broni mamy w teorii trzy. Są podręczny pistolet DC-15 - nieograniczona ilość amunicji, ale musi się chwilę ładować po wstrzelaniu baterii. Dalej - DC-17. Blasterowy Karabin sił republiki. Trzecią bron możemy zebrać od zabitych wrogów. Każda kolejna zastępuje poprzednią. Przy samym DC-17 chciałbym się zatrzymać. Jest to karabin blasterowy... Ale możemy podpiąć pod niego rozszerzenie snajperskie (ulubiona broń 07) czy też rozszerzenie przeciwpancerne które przerabia DC-17 na granatnik (ulubiona opcja 62). Trzecia broń to właściwie do nam wpadnie w rękę. Może to być laser z Geonosis, shotgun od Trandoshan lub np. kusza Wookiee. Do kompletu są granaty - a te występują w czterech typach: zaczepne (frag), błyskowohukowe (flash), elektryczne (shock) i... Te ostatnie to właściwie nie wiem co robią. Dopełnieniem całością są wibroostrza umieszczone w naszej rękawicy dzięki, którym możemy eliminować wrogów w zwarciu.

Przeciwnicy, którym będziemy kopać tyłki, to głównie dwa typy - Trandoshan oraz Separatyści (dokładniej - Federacja Handlowa). Możemy zatem spodziewać się mięsa armatniego w postaci setek droidów, kilkudziesięciu ciężkich droidów bojowych czy nawet super droidów bojowych (dla niewiedzących, to te które się toczą i wyglądają jak pająki). U Trandoshan spotkamy zarówno małe jaszczuropodobne stwory, jak i duże jaszczury, a na Geonosis - masę latającego robactwa. Z rzeczy neutralnych wyliczyć mogę romby na kółkach (nie wiem jak się to zwało i co robiło (jeździło między innymi po gwieździe śmierci)), spotykanie na Prosecutorze jak i również tam spotykanie roboty klasy podobnej do R2-D2. Ciekawostkom jest, że przeciwnikom możemy odstrzelić lub zniszczyć konkretną część ciała. Np. odstrzelenie zwykłemu doridowi głowy spowoduje, że przez chwile jeszcze, będzie stał w miejscu i strzelał na oślep jak w filmie.

Słowo jeszcze o sterowaniu naszym oddziałem. Sterowanie uproszczone zostało do minimum do pięciu klawiszy. Są to F1-F4 (tu mamy takie rozkazy jak Search & Destroy, Form up czy Hold Position). Ostatnim klawiszem jest F. Jego działanie zależne jest od sytuacji i podświetlonego obiektu. Podświetlamy stację bacta - nasze komandosy - jeśli są ranni - pobiegną z niej skorzystać. Podświetlamy komputer - ktoś pobiegnie go hackować. Podświetlamy ścianę - ktoś pobiegnie podłożyć ładunek wybuchowy. Jeśli stoimy dostatecznie blisko takiego obiektu - przytrzymanie F pozwoli nam zająć się tą czynnością.

Opisałem chyba wszystko więc może teraz słowo o technikaliach. Gra śmiga na Unreal Engine 2. Zapewnia to ładną grafikę, choć niestety o HD możemy zapomnieć. Niby można w ini engine pogrzebać, ale to nie to samo. Jak na grę z 2005 jest ładnie. Gra nawet ma klimat starnych warsów. Na Geonosis biegamy po lokacjach na których cały czas coś się dzieje. Łażą roboty, biegają klony, lata statki. Wojna. Na Prosecutorze jest szaro, mrocznie, ciasno. Kashyyyk to jeszcze inna para kaloszy. Masa Wookiee, nieco duże obiekty. Muzycznie gra też wykonana jest poprawnie. Trwający około pół godziny soundtrack leci sobie w tle i nie przeszkadza choć też dupy nie urywa. Kompozytorem muzyki jest Jesse Harlin. Jako ciekawostkę, mogę zaliczyć fakt, że jest to do tej pory jedyna gra z uniwersum Star Wars, która NIE MA charakterystycznego początku ze scrollowanymi napisami i muzyką Johna Williamsa. Ba, nie ma nawet słynnego "A long time ago in a galaxy far, far away...". O trybie multiplayer wypowiedzieć się nie mogę z racji wyłączenia GameSpy.

Jeszcze słowo o plusach i minusach. Z minusów niestety słabe AI naszego oddziału. Czasem potrafią zawiesić się na ścianie. Melee ma szanse ich "odwiesić", ale też nie zawsze to działa. Dodatkowo zbyt duże obrażenia zadane naszemu oddziałowi - zwracają go przeciwko nam. Prócz tego postacie czasem się blokują i gdy np. każemy im iść się leczyć to stwierdzają ze po prostu nie mogą teraz. Drugim i zarazem ostatnim minusem jest poziom trudności. Ciężkie droidy bojowe w pojedynkę potrafią wybić nasz oddział przez głupotę AI, a zobaczmy misję, w której mamy pięć minut czasu, dwie biegniemy, jedna hackujemy komputer. 30 sekund uciekamy. W czasie tego hackowania atakują nas zarówno zwykłe droidy, jak i spora ilość ciężkich, a także super droidy. Nie jest ciekawie. Niby można kazać naszym wojakom schować się, ale na dłuższą mete i ta opcja jest chuja warta. W zasadzie zakończenie dwóch pierwszych kampanii to nie spacerek po parku. W zasadzie tyle minusów. Z plusów - prostota sterowania, ciekawe misje, możliwość bycia komandosem, AI które w nie dość, że pomaga, to jeszcze coś zabije, humor, ciekawe uzbrojenie, realizm i świetny voice acting.

Star Wars: Republic Commando to konieczny must play dla fanów gwiezdnych wojen. Dla fanów FPS - pozycja na którą warto rzucić okiem. Gra dostaje ode mnie ★★★★★ i 80% score, a także Hunterski Seal of Approval. Ci co jeszcze nie próbowali tej gry - wykonać. Ci co już styczność mieli - rozpocząć Rozkaz 66. Command out!

2016-02-21

Przegrałeś z Kretasem #004 - Star Wars: Empire at War

Będąc w trakcie pisania drugiego odcinka Chwilozofii, postanowiłem wrzucić kolejną część Przegrałeś z Kretasem. By dowiedzieć się więcej o systemie oceniania zapraszam do tego wpisu.

☢ Caution ☢ Spoilers Ahead ☢

A long time ago in a galaxy far, far away...


Title: Star Wars: Empire at War
Genre: RTS
Developer: Petroglyph
Publisher: LucasArts
Release date: 17.02.2006
Metascore: 79/100
Steam Score: Very Positive (2,517)
My Score: ★★★★☆
Estimated lenght: ~30h+

Siedziałem dzisiaj w piwnicy rozbierając krany myśląc co opisać. Mój pierwotny plan zakładał całkowicie inną grę, jednak w ostatniej chwili zdecydowałem się na Imperium na Wojnie. Nie jestem wielkim fanem Starnych Warsów aczkolwiek, lubię od czasu do czasu obejrzeć filmy czy pograć w gry. Dodatkowo najnowsza część nie tak dawno świeciła triumfy w kinach (wciąż nie oglądałem).

Fabuła gry zaczyna się już po objęciu władzy przez Palpatine'a. Wydarzenia, których będziemy świadkami mają miejsce między Revenge of Siths, a New Hope i ciągną się w zależności od strony - do Bitwy nad Yawin w przypadku Rebeliantów lub do całkowitego zniszczenia Rebelii jako Impereium. Tyle w kwestii fabularnej.

Po odpaleniu gry mamy do wyboru jeden z trzech trybów. Są to Kampania, Galactic Conquest i Potyczka. Tryby różnią się nieco od siebie. W Kampanii idziemy zgodnie z fabuła serii. O tym za chwilę. Galactic Conquest to jak nazwa wskazuje - uproszczona wersja kampanii. Wybieramy jedną z dostępnych map galaktyki - każda wygląda tak samo - różni się ilością dostępnych planet. Następnie opowiadamy się po stronie Rebelii lub Imperium i... No, podbijamy galaktykę. Trzeci tryb to klasyczna potyczka między nami i AI. Wybieramy mapę - tych jest kilkanaście w dwóch rodzajach - mapa w kosmosie, na orbicie planety lub mapa na samej planecie. I znów wybór strony konfliktu i zaczynamy jatkę. Galactic Conquest pominę bo większość będzie wyjaśniona przy trybie Kampanii, a o potyczce jeszcze potem nieco wspomnę.

Kampania u każdej ze stron pokrywa dziurę jaka jest pomiędzy Revenge of Siths i New Nope. Zacznę od rebelii - historia zaczyna się dość nieciekawie - Rebelia używa przestarzałych i wysłużonych Z-95 Headhunter. Pada pomysł - Imperium testuje nowe maszyny - X-Wing. Doskonale powinniśmy kojarzyć je z filmów. Kradniemy je i rozpoczynamy wojnę na pełną skalę. Resztę znamy z New Hope, a gra kończy się w momencie zniszczenia Gwiazdy Śmierci.
Imperium to inna para kaloszy. Zaczynamy od tego, że Gwiazda Śmierci jest w budowie. I to w budowie na pełnej piździe. My natomiast razem z Darthem Vaderem zajmujemy się podbijaniem planet w celu wybicia Rebelii jak i pchnięciu budowy Gwiazdy Śmierci. Gra kończy się w momencie podbicia całej galaktyki.

Jak ogółem wygląda gra ? Ano dzieli się na trzy etapy. Pierwszym jest gra na mapie galaktyki. Budujemy tam budynki i stacje orbitalne na posiadanych przez nas planetach, przerzucamy miedzy planetami oddziały i flotę. Drugi i trzeci są bardzo podobne - w obu atakujemy planety - z tym, że etap drugi to walka na orbicie, etap trzeci - na powierzchni planety. I chociaż większość czasu spędzimy na mapie galaktyki, to jednak potyczki na orbicie czy powierzchni planety to esencja gry. Jak wygląda zarządzenie galaktyką ? Podam na przykładzie Imperium: mamy kilka planet naszych. Widzimy kilkanaście niedostępnych i kilka wrogich. Wśród tych planet jest nasz cel. Po zajęciu tej konkretniej planety - co łatwe nie jest - pchamy fabułę do przodu. Pomijając misje zapychacze - a są i takie, mamy również misje znane z filmu jak na przykład przechwycenie statku z księżniczką Leyą na pokładzie czy przypuszczenie szturmu na lodową Yavin IV.

Do dyspozycji mamy cały arsenał znany z Uniwersum. Dla sił Rebelii są to oczywiście zwykła piechota, Artyleria MPTL (Multiple Proton Torpedo Launcher), Czołgi T2-B i wiele innych. Z floty kosmicznej wyróżnić należy X-Wingi, Y-Wingi, Krowetty Corellian, Fregaty Nebulon B czy potężne statki - Gwiezdne Krążowniki Mon Calamari. Z bohaterów mamy np. duet C3-PO + R2-D2, Hana Solo czy Luka Skywalkera.
Imperium ma dostępny naprawdę ciekawy oręż znany z filmu. Zaczynając do zwykłych Szturmowców (New Hope), przez Ścigacze (Return of the Jedi) i AT-ST (Return of the Jedi), aż do potężnych AT-AT Walkerów (Empire Strikes Back) z umiejętnością zrzutu desantu oddziału Szturmowców. Flota składa się głownie ze krążowników klasy Acclamator przez krążowniki klasy Victory, aż do potężnych Star Destroyerów z których każdy sam może zniszczyć stację orbitalną poziomu 2. Każdy z wymienionych posiada Hangar spawnujący bez końca myśliwce TIE Fighter oraz bombowce TIE Bomber. Jak się można domyślić - ostatnią jednostką jest oczywiście sama Gwiazda Śmierci mająca siłę zniszczenia całej planety co też będziemy robić. Z bohaterów mamy Bobba Fetta, Dartha Vadera czy choćby samego Imperatora Palpatine.
Dodatkowo nie zawsze sterujemy pojedynczymi jednostkami. W kosmosie statki wielkości krążowników to owszem - pojedyncze jednostki, ale myśliwce czy bombowce to już squadron składający się z kilku jednostek (np. 5 myśliwców X-Wing to jeden squadron i liczony jest jako jedna jednostka). Na powierzchni planety wszystkie jednostki to oddziały. Przykładowo jednostka Szturmowców to tak naprawdę dwa plutony po dziewięciu żołnierzy w każdym, jedna jednostka AT-AT Walkerów to właściwie dwie maszyny.
Każda jednostka ma specjalną umiejętność - niektóre - nawet dwie. Są one różne. Wspomniane AT-AT Walkery mają możliwość zrzutu desantu Szturmowców (jeden pluton, dziewięciu żołnierzy). W kosmosie Korwetty mogą przekierować energie z tarcz na lasery by drastycznie zwiększyć siłę ognia. Zwykli żołnierze Rebeliantów jak i Szturmowcy mogą ukryć się przez co wzrasta ich obrona. Y-Wingi mają torpedy jonowe, dzięki którym mogą unieruchomić wrogie statki. Długo by tu wymieniać.
Warto również wspomnieć, że jeśli atakujmy planetę i na orbicie znajdują się przynajmniej krążowniki Acclamator (Imperium) lub bombowce Y-Wing (przynajmniej 1 squadron, Rebelia), to co chwilę będziemy mogli przypuszczać naloty dywanowe, z których każdy bez problemu może zmieść cała bazę jeśli ta oczywiście nie jest ukryta pod mgłą wojny.
Planety możemy zaatakować sami według uznania lub na rozkaz jako cel misji. Gdy atakujmy sami - mamy możliwość wyboru - sami prowadzimy oddziały w walce lub pozwalamy AI zając się walką (wychodzi różnie, zazwyczaj się nie opłaca). Możemy zaatakować planety... Ale możemy sami zostać zaatakowani. Na każdej planecie możemy zbudować stację orbitalną. To ona będzie wsparciem dla stacjonującej na planecie floty. Zależnie od jej poziomu będzie spawnować różne statki. Przykładowo dla Imperium, Stacja poziomu drugiego spawnuje 2 TIE Fightery i Korwettę tak długo jak istnieje na niej Hangar (to jego niszczy się zaraz po wyłączeniu generatora tarcz).
Samo przypuszczenie ataku na planetę czy orbitę to też nie jest takie hop siup. W przypadku ataku orbity - mamy limit jednostek. Możemy wysłać do ataku nawet 100 jednostek, ale w jednej chwili na polu bitwy może być tylko kilka, których łączny koszt nie przekracza 20. Oczywiście jeśli wyślemy jednostki o łącznym koszcie 200 to w każdej chwili będziemy mogli na bieżąco uzupełniać starty dosyłając jednostki z "rezerwy". Podobnie jest na planecie, z tym, że tam limit wynosi zazwyczaj 4-5 jednostek. Można go zwiększyć przejmując punkty zrzutu posiłków, a tych na planecie jest zazwyczaj dwa lub trzy i nie dość, że trzeba je przejąć, to jeszcze potem bronić.

Miałem wspomnieć jeszcze o trybie potyczki. Ten tryb to właśnie walka na takiej mapie jak walka na orbicie czy powierzchni planety. Mamy swoją bazę lub stację orbitalną i za pomocą tego budujemy jednostki i badamy ulepszenia i oczywiście staramy się spuścić łomot naszemu przeciwnikowi. W późniejszym okresie przyjemnie jest gdy dochodzi do starcia kilku imperialnych Star Destroyerów z Rebelianckimi Mon Calamari. W tym trybie też możemy szkolić bohaterów. Dodatkowo na orbicie - wyszkolony Han Solo pojawia się oczywiście w statku będącym ikoną serii - Millenium Falcon.

Od strony muzycznej gra jest mocno Star Warsowa. Utwory pojawiające się w grze to wzięte ścieżki z filmów oraz muzyka napisana przez Franka Klepackiego - Amerykanina polskiego pochodzenia będącego swego czasu muzykiem pracującym dla Westwood Studios. Frank jest autorem wszystkich soundtracków do serii Command & Conquer do Renegade włącznie. Dodatkowo nad grą pracowali panowie z Westwood. Między innymi - prócz Franka - Joe Bostic i Chris Rubyor. Od strony dźwiękowej - większość dźwięków to też robota Franka Klepackiego - dodatkowo głosów postaci użyczyli oryginalni aktorzy tak więc przykładowo w głos Dartha Vadera ponownie wcielił się James Earl Jones znany między innymi z takich filmów jak Somersby czy Hunt for Red October, a także gier - Command & Conquer: Tiberian Sun (gen. James Solomon). Część kwestii została wzięta nawet z oryginalnych filmów (przykładowo aktywacja umiejętności Vadera w kosmosie to znany z New Hope cytat: "Several fighters have broken off from the main group. Come with me!"). Dodatkowo gra została wydana w Polsce w pełni zlokalizowana, a w postacie wcielili się aktorzy, którzy podkładali głos w polskim dubbingu filmów. Nie wypowiem się więcej bo moja styczność z polską wersją ograniczyła się do uruchomienia, odpalenia kampanii, przesłuchania wstępu, odinstalowania i ściągania pirackiej angielskiej wersji. Aktualnie posiadam wersję Steam gdzie - dzięki bogu - polskiej wersji nie ma.
Graficznie gra jest ładna. Jednostki są szczegółowe jak na grę z 2006 roku. Zazwyczaj wszystkie zmagania obserwujemy w rzucie izometrycznym. Mamy też możliwość przybliżenia kamery jak i jej obrotu, a jakby tego było mało - możemy włączyć kamerę filmową i oglądać wielki rozpierdziel w kosmosie jak w filmie. Wygląda to nieźle i używa się tego podczas gdy wykańczamy resztki wrogich sił lub też kończymy niszczenie stacji orbitalnej. Interfejs został uproszczony do minimum niemal jak w Command & Conquer, więc nawet laik sobie poradzi bez trudu.

Z największych minusów można wyróżnić poziom trudności. Gra jako Rebelia jest trudna - jesteśmy w mniejszości - ale gra jako imperium winna być łatwiejsza, a w zasadzie poziom jest bardzo podobny. Brakuje też jakichś zwrotów akcji, które by nas zaskoczyły lub też nawiązań do na przykład Wojny Klonów. Plusy to oczywiście wszystko co wymieniłem wcześniej. Gra dostępna jest również na platformie Steam w wersji Gold (tj. z rozszerzeniem Forces of Corruption) w cenie 19,99€ (około 80 PLN). Z racji upadku GameSpy - gra nie obsługuje już trybu wieloosobowego, choć LAN wciąż może działać. Jako, że już kończę - gra dostaje ★★★★☆ z wynikiem 75%. Dla każdego fana Stara w Warsie (klasyczny żart odnośnie starego składu PSX Extreme) jest to pozycja bardziej, niż tylko obowiązkowa, dla fanów RTSów natomiast - pozycja godna uwagi i wymagająca taktycznie. Czas spędzony w grze na pewno stracony nie będzie. Ja natomiast no cóż... Trzeba podbić galaktykę! Kreton out!

2016-02-14

14.02

Czy Kretony śnią o walentynkowej czekoladzie?

Nie - mają wyjebane.

2016-02-12

Przegrałeś z Kretasem #003 - Corpse Party: BLOOD DRIVE

Pomyślałem, że można by opisać kolejną grę w ramach Przegrałeś z Kretasem. Dwie pierwsze produkcje były FPSami, tym razem postanowiłem wziąć na rożen coś innego jak i zmienić platformę z PC na PS Vite. Przyznam, że ta gra to jedna z tych gier, dla których kupiłem Vitę. Z góry również chciałbym podziękować Losikowi za małą pomoc przy tekście. By dowiedzieć się więcej o systemie oceniania zapraszam do tego wpisu. Jadymy!

☢ Caution ☢ Spoilers Ahead ☢

"Shut the fuck up titless! Who you callin' a pervert when you got the body of a grade schooler?! Ain't nobody gonna wanna see a washboard like that." - Misuto


Title: Corpse Party: BLOOD DRIVE
Genre: Adventure, Horror
Developer: Team GrisGris, 5pb.
Publisher: 5pb. (JP), Marvelous USA (NA/EU)
Release date: 20.10.2015
Metascore: 63/100
Steam Score: N/A
My Score: ★★★★★
Estimated lenght: ~40h

O CP w polszy mało kto zapewne słyszał, a jeśli już obił się komuś o uszy skrót CP zapewne chodziło o dziecięcą pornografię (CP = Child Porn). Ale dziecięcą pornografię zostawimy w spokoju i zajmiemy się CP którego rozwinięcie to Imprezka z Trupami (i bynajmniej nie chodzi tu o nekrofilię chociaż...) czyli Corpse Party.

Spoilers (duh)

Historia oscyluje wokół osoby Shinozaki Sachiko oraz szkoły Tenjin Elementary (lub jak ktoś woli - Heavenly Host), a także grupki uczniów z Kisaragi Academy, którzy przypadkowo wplątali się w niezłe gówno dzięki rytuałowi zwanemu Blessing of Sachiko (幸せのサチコさん (jak zwykle po najechaniu na kszoki tłumaczenie lub romanizacja), błędnie przetłumaczonego jako Sachiko Ever After). By ugryźć krwawą jatkę należałoby wpierw opowiedzieć o czym jest cała seria. Nie będę spuszczać się nad tym za bardzo, opowiem pokrótce tylko historię z dwóch poprzednich części tj. Corpse Party: BloodCovered: ...Repeated Fear oraz Corpse Party: Book of Shadows. By rozwiać wątpliwości - obie poprzednie części dzieją się mniej więcej w tym samym czasie, choć Book of Shadows kontynuuje historie z bad endingu BloodCovered.

Historia rozpoczęta w Corpse Party: BloodCovered: ...Repeated Fear to tak naprawdę remake remaku. Pierwsze Corpse Party wyszło na NEC PC-9801 w 1996. Następnie wyszedł remake - Corpse Party: BloodCovered (2008) na PC. Kolejny był już Corpse Party: BloodCovered: ...Repeated Fear czyli remake remaku na konsole PSP, a później również na iOS (2012) i 3DS (2015). Prawie jak oglądanie Naruto - Retrospekcja retrospekcji w czasie retrospekcji retrospekcji będącej retrospekcją wrzuconą między dwie retrospekcje. Fucking logic.

No, ale do (od) rzeczy: CPBCRF przedstawia nam kilka postaci chodzących do Kisaragi Academy. Są to nieco wymoczkowaty Mochida Satoshi, Nakashima Naomi będąca typową przyjaciółką z dzieciństwa jak wiele postaci w haremówkach, przypominający nieco wkurwionego dresa Kishinuma Yoshiki, przewodnicząca klasy Shinozaki Ayumi (zapamiętać!). Postaci mniej ważne dla dramatu to Shinohara Seiko będąca najlepszą przyjaciółką Naomi, a przy okazji wielką zboczuchą, Suzumoto Mayu loli-like dziewczynka, która przenosi się do innej szkoły, Morishige Sakutaro będący najlepszym przyjacielem wspomnianej Mayu, Mochida Yuka czyli loli siostra Satoshiego (jedyna z poza szkoły) oraz Shishido Yui czyli typowa wychowawczyni klasy z zadatkami na MILFa. Brzmi jak intro z niemieckiego pornola, w którym będzie hardy gang bang.

Historia zaczyna się od informacji, że Mayu ma się przenieść do innej szkoły. Wówczas to (f)A(p)yumi, lubująca się w tematach okultyzmu trafia na necie na rytuał Shiawase no Sachiko-san mający w założeniu pozwolić im być przyjaciółmi na zawsze. Cosik jednak poszło nie tak, pierdolnęło jak w kieleckim i nasi bohaterowie znaleźli się w Tenjin Elementary. Jak się potem okazało, Tenjin Elementary stało w miejscu gdzie teraz stoi Kisaragi Academy. Ów rytuał, jak pieniądze - szczęścia nie dawał, ale przeniósł naszych bohaterów do Nirwany - alternatywnej rzeczywistości, w której Tenjin Elementary wciąż istnieje. Nasze bohatery odkrywają tajemnicę tego miejsca - otóż jak się okazało w Tenjin Elementary doszło do kilku morderstw i teraz duchy zabitych uczniów szwendają się po szkole i mordują innych którzy mieli ochotę (lub nie) wpaść w odwiedziny. Wszystkiemu winna jest niejaka Shinozaki Sachiko. Naszym bohaterom udaje się doprowadzić wszystko do końca i ze stratami w ludziach wracają do domu. Fin.

Niestety - w jednym z WRONG ENDów Sachiko cofa wszystkich w czasie i wymazuje im pamięć... I od tego miejsca toczą się wydarzenia z Corpse Party: Book of Shadows. Zakończenie jest podobne. Do domu wracają Satoshi, Yuka, Naomi, Ayumi i Kishinuma. O całej reszcie nikt nigdy nie słyszał, na zdjęciach mają zamazane twarze i ogółem jest chujnia. W tym momencie, jeśli zdobyliśmy wszystkie zakończenia i Name tagi (o tym później) to zaczyna się rozdział o nazwie "BLOOD DRIVE: Prolouge". Ayumi dowiaduje się, że rodzina Shinozaki, z której pochodziła Sachiko była w posiadaniu tytułowego Book of Shadows, a na dodatek sama Ayumi jest z Sachiko spokrewniona (dlatego pisałem - zapamiętać). W ruinach domku, w którym mieszkała Sachiko z matką dokonują rytuału, który ma wskrzesić zmarłych w Tenjin Elementary przyjaciół. Nie wszystko idzie zgodnie z planem i w efekcie ratując Ayumi - ginie jej siostra - Shinozaki Hinoe. Fin.

Corpse Party: BLOOD DRIVE dzieje się dwa miesiące po wydarzeniach z Prologu. Ayumi wychodzi ze szpitala. Po ruinach domu Shinozaki i Book of Shadows nie ma śladu. Jeszcze będąc w szpitalu, do Ayumi przychodzi kobieta z organizacji okultystycznej do której należała jej siostra. Przekazuje jej informacje, że Ayumi musi odnaleźć Book of Shadows bo inaczej świat szlag trafi. Nie do końca jest to prawda. Więc po opuszczeniu szpitala Ayumi wraca do Kisaragi Academy. Niestety nasze bohatery pamiętają o zmarłych przyjaciołach. Dodatkowo mają teraz nową nauczycielkę - Niwę Kuon, która też lubi bawić się okultyzmem. Ayumi spotyka również niejakiego Misuto, który mówi, że ożywienie zmarłych jest możliwe z użyciem Book of Shadows, ale trzeba to zrobić w Tenjin Elementary. Jako, że Sachiko już nie istnieje Nirwana również powinna przestać istnieć. Niestety dalej istnieje i na dodatek się rozrasta. Ayumi ponownie wyrusza do Tenjin Elementary by... No teraz to już trzeba zagrać. I tak za dużo i niespójnie zaspoilowałem.

Pierwsze co rzuca się w oczy po odpaleniu gry to to, że cholernie długo się ona włącza. Przez około 40 sekund gra ustawia trofea i inicializuje się. Potem musimy przeskipować około 10 plansz z logami twórców. Kolejna rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę - gra została napisana na silniku Unity. Potem mamy ładnie sklepane intro w stylu M@D (ミュージックアニメ動画). Dodatkowo gra winna nazywać się "Corpse Party: BLOOD DRIVE ~Now Loading Edition~". Doprawdy - gra ma dosłownie co chwilę ekran wczytywania. No, ale o tym za chwilę. Odpalamy grę. Ładne menu, new game, chapter 0. Lecimy. I tu uwaga. Mamy podobnie jak w BloodCovered rzut z góry. Czasem kamera się zmienia na wstawkach, ale poruszamy się cały czas w rzucie z góry. I tu powiedzmy sobie szczerze. Gry NIE DA SIĘ zrozumieć bez grania w Corpse Party: Book of Shadows. Wspominałem o tym przy Painkillerze, zacytuję raz jeszcze:
Gra wygląda jak oglądanie Hunger Games: Mockingjay Part 2 bez oglądania pierwszej. Światła, błyski i wytryski, ale o co kaman ?

Tu jest nieco inaczej. O ile Mockingjaya Part 2 jeszcze da się ogarnąć, o tyle w BLOOD DRIVE jest tyle nawiązań do wcześniejszej części, że osoba, która we wcześniejszą grę nie grała, a już na pewno nie czytała prologu, to chuja z historii zrozumie. Posiadacze mniej oryginalnych konsol i emulatorów PSP mogą poszukać obrazu z grą. Posiadacze oryginalnych konsol PSP lub PS Vita mogą kupić BloodCovered w PlayStation Store w cenie 42 PLN. Book of Shadows pozostaje znaleźć w wersji mniej legalnej gdyż europejskie PlayStation Store gry nie posiada (dziwne). No i samo BLOOD DRIVE kosztuje 160 PLN.

Więc jak wspomniałem, mamy widok z góry. No nie do końca. Jest to rzut nieco pod kątem z góry. Nie potrafię znaleźć porównania. Nie jest to rzut izometryczny, ani TTP. Całość jest w trójwymiarze, postacie są stylizowane na chibi i przypominają bardziej nendroidy przez te wielkie głowy. Pierwsza rzeczą jest to, że w końcu możemy poruszać się (co prawda w BARDZO ograniczonym terenie) po mieście. Historia prócz poruszania się po lokacjach opowiadana jest przez dialogi w stylu znanym z gier typu visual novel. Dodatkowo gra jest w pełni voicowana (poza narracją), żeby było ciekawiej - w technologii wykorzystującej tzw. "Dummy head mics" co doskonale słychać na porządnych słuchawkach stereo (i nie mówię tu o dousznych pierdolnikach za 20 czy 50 PLN) tylko canach zamkniętych lub lepiej - półotwartych w cenie 100+ PLN (polecam Superlux HD 668B (~120 PLN), Losik grał na Creative Fatality HS-800 (100 PLN) i też nie narzekał). Sama technologia może z początku odrzucać, ale po godzince okazuje się być całkiem przyjemna i dodaje klimatu. Przebijając się przed historię w końcu trafiamy do Tenjin Elementary. Jest to niemal dokładnie ta sama szkoła co w BloodCovered i Book of Shadows. Są pewne różnice jak na przykład wieża ze schodami, której w we wcześniejszych częściach nie spotykamy, a odgrywa nie małą rolę w historii. Nowe Tenjin Elemenentary ma też pare zmian w designie. Jako iż, nie ma orgii bez tentacli - musiały pojawić się łapiące nas wystające z ziemi macki. Jest nawet cały mackostrfur (błąd celowy). Nie rozkminiasz o co chodzi ? Kliknij tutaj. Yeah, like this.

Gra wprowadza do historii nowe postacie o mniejszym lub większym znaczeniu. Są to między innymi tajemniczy Kiriya Misuto, o nie wyparzonej gębie, oppai loli Mizuhara Satsuki (holy shit! 俺のロリはこんなおっぱいがあるわけがない), czy również nieźle umięśniona z przodu tsundere z wielką... Wiem co pomyślałeś świntuchu! Wielką kosą - Miduki Magari. Wszystkie postacie jak wspomniałem są voicowane i tu trzeba pochwalić twórców. Głosu postaciom użyczają tacy seiyuu jak (po najechaniu na imię w nawiasie wyświetla się tytuł anime) np. w roli Satoshiego - Shimono Hiro (Connie Springer, Aruba, Kamina Ayato); w roli Naomi - Satou Rina (Kusakabe Yuuki, Azumamiya Koutarou, Misaka Mikoto); głosu Ayumi użyczyła Imai Asami (Andou-san, Solva, Kisaragi Chihaya); w rolę Kishinumy wcielił się Nakamura Yuuichi (Oreki Houtarou, Okazaki Tomoya, Kousaka Kyousuke), Yuka czyli siostra Satoshiego mówi głosem Kitamury Eri (Kakouen Myousai, Kawashima Ami, Takagi Saya) czy choćby mniej ważna postać - Kizami Yuuya - to głos zajebistego Sugity Tomokazu (Motosuwa Hideki, Aizawa Yuuichi, Kyon). To i tak mała część postaci gdyż w grze łącznie występuje 30 postaci i każdy seiyuu (po odblokowaniu) opowiada o swoich odczuciach do samej gry. Dodam też, że głos Seiko to nikt inny jak Arai Satomi znana przykładowo z roli przegiętej Shirai Kuroko z Railguna (Onee-sama*bzzzzzt*hyaaaaaa~!). To nie mogło być złe!

Jak wygląda w ogóle rozgrywka ? Ano eksplorujemy Tenjin Elementary, czytamy dialogi, zbieramy przedmioty i kombinujemy gdzie ich użyć i próbujemy przeżyć. To ostatnie może zaprowadzić nas do ekranu GAME OVER lub WRONG END (fuck you chapter 5.) A, i oczywiście oglądamy przez kilka godzin napis Now Loading. Dodatkowo, tak samo jak w poprzednich częściach zbieramy Name Tagi poznając historię ofiar krwawego żniwa jakie zebrała szkoła od początku swojego istnienia. Łącznie około 200 osób w trzech częściach gry (84 w samym BloodCovered). Gra wymaga niekiedy niezłego kombinowania co zrobić, a dodatkowo pojawiają się w grze phantomy które ścigają nas tak długo jak się da. Niekiedy przez cały chapter. Z innych ulepszeń prócz znanych z wcześniejszych gier tripwire (będących jak pamiętam drutami z pianina, kurewsko ostre cholerstwo), pojawiły się żyjące narośla wywołujące orgię z tentaclami, szkła i dziury w podłodze. Prócz tego mamy również latarkę czy smartfona pełniącego funkcję latarki (z ograniczoną baterią, choć można tą opcję wyłączyć). Rozdziały są całkiem długie (jak np. Chapter 9 - około godziny biegania, drugie tyle dialogów) lub ulta krótkie (chapter 8 - z 10 minut chodzenia, około godziny dialogów). Ilość WRONG ENDów na chapter też jest całkiem niezła więc niektóre chaptery będziemy powtarzać (chapter 4 - 7 endingów). Przez pierwsze 3 chaptery właściwie gra przypomina rollercoastera, który wlecze się powoli pod górę, by od czwartego zjeżdżać na pełnej piździe robiąc potrójną pętlę w chapterach 7-9.

Jak gra się ma od strony technicznej ? No tu całość nieco kuleje. Gra ma ładną, trójwymiarową grafikę z chibi postaciami. Szkoła jest mroczna. Muzyka jest dobra i klimatyczna (no, może poza trackiem z dubstepem, tak jest jeden - od 6 chpatera się pojawia, no shit. Have YouTube). Aktorstwo - pierwsza klasa. Ładne arty postaci i CGki (ftw nagie loli w onsenie XD). Same plusy, nie ? To teraz garść minusów. Gra ma tendencje do crashowania się. Jak wywali errora to pół biedy, bo po prostu się wyłączy. Gorzej jak gra złapie porządnego crasha. Wówczas są dwa sposoby na włączenie konsoli. Odczekać kilka godzin lub odpalić debug i z tego poziomu ją bootować. No i gra - choć ciężko w to uwierzyć - ma za duże wymagania sprzętowe. Bieganie z włączoną latarką to wyraźny spadek ponad około 10 FPS. Być może moją konsola jest za słaba - to w końcu PCH-1004. Niemniej jednak nawet Losik zauważał w niektórych lokacjach spadek, a posiada on PCH-2004. Jak wspomniałem - gra miała tendencje do crashowania. Losik wspominał, że na 10 chapterze gra crashowała się kilkanaście razy i to w większości konieczny był twardy reset i bootwanie z poziomu debuga. Jest to być może wina silnika Unity. Z tego co się orientuję, Marvelous USA zgłaszał problem do twórców. Jak się to potoczyło dalej - nie wiem. Grę odinstalowałem z Vity po jej sperfectowaniu. Nawala też nieco przyspieszanie gry. Przyspieszanie skipuje dialogi, ale wszystkie animacje muszą być odegrane. Jest do mocno denerwujące jak musimy jakiś chapter powtórzyć (na przykład 8 dla trofeów). Ostatnim minusem jest ekran Now Loading. Wchodzimy do menu party, now loading. Wchodzimy w inventory. Now Loading. Wybieramy item. Now loading. Zmieniamy lokacje. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Now Loading. Kurwa. Ileż można. Na 50h gry bitą godzinę oglądamy ekran Now Loading. Przy każdej zmianie lokacji, zmianie scenki, i to czasem mamy wejście do lokacji - 3 kroki - scenka - znów kilka kroków - scenka. Drzwi - 3 scenki. I co chwile jebane Now Loading. Mówiłem wcześniej. Tak jak remake Alien Breed winien się nazywać "Access Denied" tak BLOOD DRIVE winien zwać się "Corpse Party: BLOOD DRIVE ~Now Loading Edition~".

Podsumowując - Corpse Party: BLOOD DRIVE zamyka historię rozpoczętą w BloodCovered. Gra oferuje nam ponad 40 godzin rozrywki w przystępnej oprawie zarówno wizualnej jak i dźwiękowej. Do tego mamy 38 trofeów (24 Bronze; 8 Silver; 5 Gold; 1 Platinum). Cena 160 PLN za wersję digital może trochę odstraszać, ale gra jest naprawdę warta tych pieniędzy. Co prawda ma swoje wady, w tym tendencja do crashowania się, ale wciąż jest warta kasy. No i niestety (lub stety) wymagana jest znajomość nawet jeśli nie BloodCovered, to przynajmniej Book of Shadows. Bez tego tracimy połowę wątku, gdyż w grze są nawiązania do obu gier z naciskiem na Book of Shadows. Fani horrorów - Corpse Party: BLOOD DRIVE to pozycja obowiązkowa. Grze daje ★★★★★ (85%) oraz Hunter's Seal of Approval! Jest to jedna z gier, dla których kupiłem Vitę (dzięki Natka) i jest to obok 絶対絶望少女 ダンガンロンパ Another Episode gra, za którą zapłaciłem ponad 150 PLN, bo kupowana była w dzień premiery, a i dalej tyle kosztuje. Szukasz dobrej gry ? Już wiesz co kupić. Enjoy.

2016-02-07

Haters gonna Hatate czyli czego nie lubimy w grach ?

Nad napisaniem tego wpisu też myślałem od jakiegoś czasu. Gałąź przemysłu informatycznego odpowiadająca za pisanie gier od kilku lat zmierza w bardzo złym kierunku. Lista, którą zamierzam zamierzam zamieścić poniżej jest to zbiór rzeczy, które w tym biznesie poszły tak bardzo źle, że aż denerwują. Postaram się też podać jakieś przykłady. I to nie jest tak, że gier z przykładów nie lubię, nie są one w większości złe, mają po prostu irytujące elementy. Numeracja nie ma większego znaczenia - jest, żeby była. Kończę wstęp i lecimy z mięsiwem.

1. Unskipable Logos

Examples: Dużo tytułów. Seria Borderlands, Alice: Madness Returns, Metro Redux
Hurr durr. Tak, rzecz, która wkurwia jak sto chujów. 15 minut logo, czołówek, ostrzeżeń i innego gówna. Masa tego w wielu grach i denerwuje to jak reklamy w TV czy w kinie, przed filmem. Mistrzem w tym jest chyba Electronic (f)Arts. Za przykład prócz tego co wypisałem w polu Examples (o tym za moment) podam jeszcze Need For Speed Hot Pursuit (2010). Na początek wita nas ostrzeżenie o tym zęby ścigać się tylko w grach + wyświetlone loga producentów samochodów. Następnie mamy logo EA. Potem przedstawia się nam Criterion Games, odpowiedzialny za tą produkcję. Potem pojawia się tytuł gry i animacja ulicy. I pojawiają się kolejno napisy [Electronic Arts przedstawia] [Produkcję Criterion Games], [Przy współpracy z DICE]. I teraz czekamy, aż wyskoczy napis Wciśnij Enter by kontynuować. Zmierzyłem czas tego cholerstwa od pierwszej sekundy, aż do napisu o Enterze. Całość trwa 27 sekund. Potem logowanie do Autologu i animacje i shit i ogółem tracimy nie całą minutę nim wybierzemy wyścig. I tak praktycznie niepomijalne loga są niemal w każdej produkcji EA. Na szczęście wszystko zależy od silnika. Jak dobrze pamiętam te w Borderlandsach chyba dało się ominąć... Ale wciąż - omijanie też zajmuje te 3-5 sekund - zwłaszcza jeśli logo jest dużo. Na szczęście jak mówiłem, naszym przyjacielem może być silnik gry. Zaczynając od Borderlands klikamy prawym przyciskiem na grze na Steamie, wybieramy właściwości i tam Ustaw opcje uruchamiania. Wpisujemy "-NoLauncher" i cieszymy się tym, że gra odpala się od razu. Następnie idziemy do katalogu:
c:\Users\[twoj_profil]\Documents\My games\Borderlands 2\WillowGame\Config\
I uruchamiamy plik WillowEngine.ini i szukamy w nim linijek:
StartupMovies=2K_logo
StartupMovies=Gearbox_logo
StartupMovies=NVidia
StartupMovies=Loading
Do każdej linijki przed nią dopisujmy znak ; (średnik) żeby wyglądało to tak:
;StartupMovies=2K_logo
;StartupMovies=Gearbox_logo
;StartupMovies=NVidia
;StartupMovies=Loading
I to wszystko. Zapisujemy plik i viola, cieszymy cię brakiem intra. W grach napisanych na silniku Unreal Engine wprowadzenie w pliku INI średnika przed komendą działa jak oznaczenie jako komentarz. Jako, iż działa to na każdym produkcie jadącym na Unreal Engine, działa to również na Alice: Madnes Returns. W przypadku zarówno Metro 2033 Redux oraz Metro: Last Light Redux trzeba posłużyć się jeszcze innym sposobem. Wchodzimy do katalogu z grą. Jet to domyślnie
Steam/SteamApps/common/Metro 2033 Redux/2033
Szukamy tutaj pliku [legal.ogv] i zmieniamy mu nazwię na przykład [_legal.ogv]. Nazwa może być dowolna. Następnie tworzymy pusty plik txt i zmieniamy mu nazwę na [legal.ogv]. Tyle. Tweakowanie gier na pełniej piździe. W niektórych grach (ale tylko tych średnio legalnych) crackerzy sami dodają sposób na ominięcie logo. Nie różni się on zbytnio od tego opisałem powyżej. Jest to po prostu już wrzucone w instalator.

2. Checkpoint System

Examples: Dużo tytułów. F.3.A.R, Painkiller: Hell & Damnation, Metro Redux, Resident Evil 6
Kolejna rzecz, która denerwuje. Ogółem mówiąc ta i dwie kolejne są ze sobą ściśle powiązane. Prawdę mówiąc te trzy rzeczy sprawiają, że wystarczy położyć żelazko na klawiaturę czy pada i gra sama się przejdzie. Może trochę przesadzam. Ale tylko trochę. No ale, mówimy o gównianym systemie checkpointów. Czemu ten system jest gówniany ? Ano bo takie rozwiązanie jest kompletnie zjebane. System checkpointów zastępuje stare dobre Save Game. Załóżmy, że mamy do przejścia pokój składający się z kilkunastu pułapek. Każda nie dość, że kurewsko trudna to wymaga jeszcze precyzji niczym grazeowanie streamów Reimu w Touhou. Dodatkowo, każda pułapka to instnt kill, a ostatni checkpoint jest zaraz przed nimi. Przechodzimy - męczymy się 10 minut. Przeszliśmy cudem. Idziemy, jeb - nie zauważaliśmy ostatniej. Dzień dobry, zaczynasz od nowa. I próbujesz. Giniesz kilkanaście razy i cały czas zaczynasz od początku. W efekcie po 20 razie łamiesz klawiaturę, rzucasz gryzoniem w ścianę, pięścią robisz dziurę w monitorze i wypierdalasz lodówę przez okno z 10 piętra. W opcji mniej drastycznej dropisz grę i odinstalowujesz ją. Tu tkwi problem właśnie. W starych grach takie coś przechodziło się używając zakazanej miłości między klawiszami F6 i F9 czyli opcją Quick Save i Quick Load. Przykładem niech będzie ten nieszczęsny opisywany niedawno Chaser. W ciągu całej gry Quick Load używałem ponad 1000 razy. Tak, 1000 (słownie: tysiąc). Wyobraźcie sobie łażenie po deskach podczas ostrzału. Ochujeć można było i tam użycie Quick Load przekraczało normy Unii Europejskiej. Powiecie, że Quick Load i Checkpoint to samo. Nope. Quick Save mogę zrobić w dowolnym momencie i szybko do niego skoczyć. Checkpoint zawsze wraca mnie do tego samego miejsca. Kolejnym minusem jest gdy jakąś grę chcemy wbić na Perfect. Czyli Pure 100%. Jeśli pominiemy jakąś rzecz i zamknęły się za nami na stałe jakieś drzwi - gra zazwyczaj robi auto zapis bo checkpoint. I co ? Gówno. Pierdol się. Zaczynasz - albo całą grę od nowa (zmiłuj się Homuro jak wstawek nie da się pominąć), albo jak gra na to pozwala - powtarzasz tylko cały etap (powodzenia w Resident Evil 6 gdzie każdy etap to około 1h gry). Pozwolę sobie zacytować moją recenzję Painkillera sprzed kilku dni:
Dalej w operze biegamy po schodach. Nagle zauważyłem sekret na scenie więc skoczyłem z balkonu, żeby go zebrać. Cool thing - ale drzwi przez, które można było wrócić na schody były zamknięte. I nie dało się ich ponownie otworzyć. Trzeba było wrócić do checkpointu tracąc około 10 minut gry [...]
No super kurwa. Dorzucę jeszcze łopatę wungla zwana F.3.A.R. Pomijając chujowiznę bijącą od tej gry (ale jest Loli Alma aka iFap), wrzucam ten powalony system checkpointów. I co ? Dochodzimy do pewnego miejsca i... Walka z dojebany w trzy dupy mechem. Napierdala w nas jak pojebany, udało nam się gdzieś schować. Quick Save... Quick Save... QUICK KURWA SAVE NIE MA bo jest pojebany system checkpontów. Wracamy do tego co pisałem na początku o pułapkach i instat killu. Czemu ? Bo nie możemy zapisać i giniemy. Nie możemy wrócić do momentu ukrycia się i wybrać inną drogę ucieczki. Musimy zacząć całą walkę od nowa.
Ostatnią rzeczą jest to, że gra wykonuje swój zapis przy checkpointach na jednym slocie. Tu gówno uderza w wentylator. Otóż grałem sobie w Alan Wake. Akurat postanowiłem zrobić sobie przerwę. Cool. Wpadł Grabarz i mówię mu w co gram. Chciał, żeby mu pokazać jak tot to wygląda. Więc odpaliłem pierwszy etap. I co ? Dziękuję, poszło się jebać pół godziny kurewsko trudnego fragmentu gry. Etap, na którym skończyłem musiałem zaczynać od nowa. Sure, mogę. Ale jest to etap na którym ginąłem pierdylion razy. Ochujeć można. Dodatkowo jeszcze - o ile takie coś, mogę jeszcze zrozumieć w FPSach... O tyle kurwa w Touhou ? Seriously ZUN. CZY CIEBIE DO RESZTY POJEBAŁO ? Mamy Touhou dla idiotów. Legacy of Idiotic Kingdom. Srs bsns.
Also, rozumiem, że system checkpointów umożliwia zapis gry na na przykład Steam Cloud, ale kurwa. Cool, gra nie zapisuje się na dysku tylko w chmurze. Zajebiście. Oszczędność miejsca na dysku. Tak... Gram na tosterze z 5 MB na wolnego na dysku i nie mam miejsca żeby zapisać na dysku plik wielkości kilkuset kilobajtów. Ale faza ja pierdole. Oczywiście zapisywanie gier w chmurze ma swoje plusy - można np. iść i odpalić grę u kumpla od miejsca, w którym skończyliśmy u siebie... Zaraz... Kurwa! Idziesz do kumpla grać na jego kompie ? R U Fucking serious ?
Je jebie. Also, wracając do systemu checkpointów zahaczamy o...

3. Auto Healing

Examples: Dużo tytułów. F.3.A.R, Painkiller: Hell & Damnation, Alan Wake
Nieodłącznym elementem systemu checkpointów jest również system przyjmowania obrażeń przez naszą postać. Mamy auto leczenie. Czym mocniej oberwiemy - tym bardziej trudno się gra. A to ekran zabarwia się na czerwono, a to robi się czarno biały, a to inny chuj daje nam znać, że ledwo zipiem. Co trzeba zrobić ? Schować się, chwilę odczekać i sami się wyleczymy. No po chuju realne. Ok, wbije ci kose w brzuch. Schowasz się i poczekasz, aż się wyleczysz ? Życzę powo-kurwa-dzenia. Powiecie mi zapewne, że używanie apteczek jest bardziej realne. Ano nie zupełnie. Ale ładnie to było przedstawione w Left 4 Dead gdzie postać używając apteczki faktycznie się bandażowała. I potem jeszcze biegała z tym bandażem widocznym. W systemie Auto Heala to tak trochę chuj wielki i szelki. Rushujesz między wrogów chowasz się na chwilę, i znowu. Spróbuj to zrobić jak pasek z HP i apteczki albo leża czekając na użycie (ie. Serious Sam) albo niesiesz kilka przy sobie (ie. F.E.A.R 2: Project Origin), a co zużyjesz to znajdziesz gdzieś nowe. Mówiąc nieco wcześniej o żelazku na klawiaturze to miałem na myśli. Nie trzeba mieć wielkiego skilla by przejść grę z auto healem. Ok, czym wyższy poziom trudności tym mocniej dostajemy po dupie. I co z tego ? Zajebać się chciałem na niektórych poziomach F.E.A.R 2: Project Origin na hard, ale F.3.A.R na very hard przeszedłem z problemem tylko na 1 poziomie. Czemu ? Bo auto heal. Co prawda przejście 20 minutowego stage na very hard trwało nieco ponad 1h, but I did.
Podsumowując - przejdź gry takie jak Serious Sam, F.E.A.R czy Command & Conquer: Renegade na Hardzie w czasie gdy każdy punkt HP ma znaczenie i nie ma checkpointów ani samo leczenia (o, Chaser, do it. Make my day). Come on, impress me. Oh wait, to są stare gry, mogą być za trudne dla gówniarzerii mającej w kompach Radeony HD czy odpowiedniki GeForce, która myśli, że Halo wymyśliło FPSy, a LoL gry online. Jeśli nie przechodziłeś pierwszych MegaManów lub Castlevanii - to nie wiesz co to są gry. Handluj z tym.

4. Console Style Saving

Examples: Głownie konsolowe. 絶対絶望少女 ダンガンロンパ Another Episode, seria Resident Evil, Corpse Party: BLOOD DRIVE
Co to jest konsolowy system zapisu gry ? Coś przypominające checkpointy, choć trochę bardziej podłe w swoim działaniu. O ile na checkpointa można wyłożyć peniora wielkiego niczym chuj Archiego, o tyle w konsolowym stylu trzeba pamiętać by zapisać grę. Innym problemem są udziwnienia wprowadzone przez twórców. Przykładem niech będzie np. Biohazard: Last Escape (szerzej znany jako Resident Evil 3: Nemesis). Na Easy - cool - mamy nieograniczoną ilość taśm do maszyny do pisania. Cool stuff. Ale na hardzie znajdujemy je po 3 na raz i przez cala grę zbieramy ich może 20. Oznacza to max 20 zapisów. Dawno nie grałem - nie wiem jak by mi poszło teraz, ale w czasach świetności serii przechodziłem grę robiąc dwa zapisy. Pierwszy przed walką z Nemesisem przy Wieży Zegarowej (połowa gry) i drugi przed finałową walką z użyciem Railguna (nie, nie Misaki Mikoto, tego prawdziwego). A jeśli miałem dzięki Merceneries odblokowaną nieograniczoną ilość amunicji to już w ogóle kończyłem grę w 40 minut bez zapisów.
Minusem tego systemu jest też to, że do Save Pointu musimy dojść. Wkurwić się można - jak ja ostatnio we wspomnianej 絶対絶望少女 ダンガンロンパ Another Episode (btw, po najechaniu myszą na tytuł wyświetla się romanizacja). Po serii ciężkich walk - zginąłem mając Save Point w zasięgu wzroku. Pierdolone Destroy Monokuma i ich jebane miotacze ognia (btw, Japończycy i język angielski - winno być raczej Destroyer Monokuma). Inna rzecz jeszcze z rozłożeniem checkpointów to - akurat przeklinał Losik. Otóż chodzi o Imprezę Trupów czyli Corpse Party: BLOOD DRIVE. Napisana na silniku Unity gra wydana miała w zwyczaju nie tyle wieszać się - co crashować cała konsolę do tego stopnia, że trzeba było ją bootować przez Hard Reset. Prócz randomowego lekkiego wieszania się w menu (gra wyrzucała error po prostu), bardzo lubiła się wypierdolić na ostatnim chapterze gdzie właściwie ostatni save point mieliśmy przy 70% gry i potem nie dość, że nieco biegania to i reszta story. Zacytuję fragmenty z rozmowy na GG (tylko błędy poprawię):
Losik, 2016-01-19 09:56:56: ale to było mega frustrujące - od 3 chapteru gra mi się ani razu nie scrahowała ... do ostatniego segmentu 10 chaptera
Losik, 09:57:05: który się crashował niebotycznie często
Losik, 09:57:15: a nie było save pointa od tamtego miejscu
Losik, 09:57:39: do tego była niezła szansa na spieprzenie i załapanie bad enda po drodze xd
Losik, 09:58:16: więc zanim ostatecznie grę przeszedłem to powtarzałem całość jakieś 15 razy z czego zwykle musiałem cały system resetować, grę włączać itp
Losik, 09:59:18: w ogóle to chyba nie przypadek że w 3 i 10 chapterze mi się akurat crushowało tylko
Losik, 09:59:38: bo potem były napisy końcowe i było kto skryptował jakie chaptery i co - 3 i 10- ta sama osoba xd
Jak gra crashuje ci konsolę w sposób taki, że tylko bootowanie przez hard reset działa, to musi być grubo. Przy tych denerwujących Save Pointach napomnę jeszcze o serii Final Fantasy. W Final Fantasy VI, która jest moja ulubioną częścią programiści w niektórych miejscach umieścili skrzynki w których był potwór. Był on zazwyczaj o wiele silniejszy niźli zwykli przeciwnicy w tej samej lokacji. Save point był daleko i podejście niewłaściwym teamem kończyło się napisem Party Annihilated. W takim wypadku całe grindowanie (bo to RPG) poszło się jebać chyba, ze miało się odpowiednie party (ie. Terra, Locke, Sabin, Edgar). Jeśli miałbym się na jakąś grę wkurzyć bardzo - byłoby to chyba 東方の迷宮. Na etapie F18 gdy szło się do Yukari trzeba było przejść cały poziom i save point był dopiero przed samą Yukari - jak się zginęło po drodze - sorry. No bonus.

5. Porty

Examples: Colin McRae Rally, Final Fantasy VI, Island Defense
Porty to kolejne zło przemysłu komputrowego. Czym jest port gry ? Ano przeniesieniem gry z platformy na platformę. Czasem portowane są gry z konsoli na PC (np. Naruto Shippuden: Ultimate Ninja STORM 3 Full Brust), czasami - co jest utrapieniem - z iOS na PC (Colin McRae Rally, Island Defense czy ten nieszczęsny Final Fantasy VI). Porty zazwyczaj wkurwiają sterowaniem - gdzie mysz imituje dotykanie ekranu, brakiem jakiejkolwiek konfiguracji (ot opcje masz - włacz/wyłącz dźwięk, pełny ekran/okno i to tyle). Naprawdę nieudane porty to mają zajebaną klawiszologię. Ot np. gramy na klawiaturze, a gra wyświetla ci np. [Press (A) to pick item]. To (A) to zielone kółko z litera A - jest to oczywiście konfiguracja pod pada do Xkloca. I zastanawiaj się teraz gdzie na klawiaturze masz zbindowany (A). Przy takich grach jak Colin McRae Really temat przemilczę - nie grałem - oceny odstraszają. Island Defense pomimo, iż wbiłem perfect - gra była zła. Bardzo zła. Polecam komentarze na Streamie. Mówią wszystko. Final Fantasy VI jednak - wbrew temu co ludzie mówią, uważam za całkiem udany port. iOSowe sterowanie jakoś całkiem przypadło mi do gustu zwłaszcza, że grałem na padzie. Brak mi tylko obecnego na wersji PSX (też mam oryginał na PSP z PSO Classics, całe 22 PLN dałem XD) renderowanego Intro i szkiców. Bardzo dobrym portem z PS3 jest też Naruto Shippuden: Ultimate Ninja STORM 3 Full Brust choć wymaga już mocniejszego kompa. I tu zaczyna się problem. Oczywiście - teraz mamy w standardzie 4 rdzenie, 2 GB grafę i 8 GB RAM. Ale jakbym chciał zagrać w to na TSO (Celeron 2 GHz, Raden X1300 Pro 512 MB, 1 GB RAM) to nawet jakbym chciał zmniejszyć detale to się nie da. Otóż całe detale jakie mamy to: wybór rozdzielczości (w tym również 4:3), wybór aspect ratio, supersampling, fullscreen mode, vsync. Nie ma możliwości obniżenia detali. Czemu ? Bo gra pisana była pod PS3 gdzie działała jak trzeba. I jakbym to chciał odpalić na TSO to przy minimalnych detalach na 5 FPS by ruszyło. Całe szczęście z T2O problemów nie ma i w grze FPS spada tylko na ekranie wczytywania i to tylko o max 10 klatek. Jeśli miałbym jeszcze wskazać dobry port to zdecydowanie byłby to Tony Hawk Pro Skater 2. Port PC zawierał to samo co oryginał plus dodatkowe skateparki wzięte z pierwszej części gry, która nigdy na PC się nie pojawiła. Część portów właściwie jest całkiem dobra i właściwie możliwość zagrania na PC w gry, które wcześniej były ekskluzywami na konsole czy automaty jak na przykład 虫姫さま.

6. Nowy deweloper znanej marki

Examples: Seria Command & Conquer, DmC Devil May Cry, Resident Evil: Operation Raccoon City
Czemu tego nie lubimy ? Bo to jest przykład jak zjebać grę. Zacznijmy od wspaniałego Command & Conquer. Gra wyszła w 1995 na systemy MS DOS, napisana przez średnio znane studnio Westwood Studios - twórcy jednego z pierwszych RTSów w historii - Dune 2. Jakiś czas później gra została zportowana na system Windows 95. Nice. Potem wyszedł Command & Conquer: Red Alert. Pod koniec lat 90 - Command & Conquer: Tiberian Sun. Następnie Command & Conquer: Red Alert 2 i Command & Conquer: Renegade, a przy okazji również całkiem niezły trójwymiarowy RTS Emperor: Battle for Dune bazujący luźno na książce Franka Herberta - Dune. Przed wydaniem Tiberian Sun Westwood Studios zostało wykupione w całości przez Electronic Arts. Po wydaniu Renegade Westwood Studios decyzją Electronic Arts zostało rozwiązane. Stworzona przez Bretta Sperry marka Command & Conquer została w tym momencie zniszczona przez EA. Najpierw całkiem niezły Generlas. Potem Tiberian Wars, który jest średni. Red Alert 3 to moim zdaniem kompletna klapa. Gorsze od niego jest tylko Tiberian Twilight. Tak oto upadła zajebista seria.
Kolejnym wymienionym przykładem jest DmC Devil May Cry, lub raczej Devil May F@il. Wszystko rozbija się o Dante - protagonistę serii. No zobaczcie poniżej. Po lewej oryginalny, kipiący humorem (zwłaszcza w 3 części), wyluzowany Dante z części 1 do 4. Po prawej Dante z DmC Devil May Cry, który prócz tego że udaje luzaka - jest trochu niedojebany.

Gra nawet daje radę, ale do humoru np. Devil May Cry 3, (którego mam oryginał w wersji Special Edition) brakuje mu dużo "Now, that's my kind of rain". Dante, co oni z tobą zrobili ? I tak, żart z wigiem na początku gry nie był śmieszny w piątej części.
Ostatnią grą wymienioną w przykładach jest Resident Evil: Operation Raccoon City. Nie pierwszy raz Capcom oddaje swoją markę w ręce obcych. Devil May Cry również jest świetną produkcją Capcom. Jednak oddawanie sztandarowej marki jaką jest seria Resident Evil... Nie mogło to wyjść grze na dobre. Slant Six Games odpowiedzialnemu za Operation Raccoon City należy się karny kutas. Zacznę może od oblecenia plusów bo gra ma na Steamie oceny mieszane i takie też jest moje podejście do gry. Przed wszystkim - pojawiają się postacie znane z serii. Hunk, Nicholai Ginovaef, Wiliam Birkin, Leon, Ada Wong czy sam Nemesis. O te postacie zahaczamy jako Woolfpack. Nie brało również epizodu z Claire i Sherry (Echo Six only), spotkania z Carlosem czy (jebalną) Jill Valentine (oba przypadki znów Echo Six tylko). Kolejnym plusem są postacie co jest również śmieszne nieco. Z tych które mi się podobają to przy Woolfpack - Four Eyes (no ładna jest), Vector (ciekawa umiejętność i świetny design). Od strony Echo Six - Tweed (iFap), Party Girl (my kind of slut). I co dosyć śmieszy mnie w tym... Woolfpack - urodzeni mordercy, specjalni agenci, wyćwiczeni i ogółem dojebani w chuj. Echo Six - biedne dzieci, imprezowicze, byli kryminaliści. Da fuck ? To ma być oddział specjalny ? Dalej - Raccoon City. Tak, wracamy do znanego z pierwszych 2 części Raccoon City. Odwiedzamy znane miejsca jak laboratorium Umbrelli, Wieża Zegarowa czy Komisariat RPD. Z tych mniej znanych to na przykład Ratusz Raccoon City czy stacja kolejowa. Ostatnim plusem jest to, że jest to chyba jedyna gra, gdzie faktycznie można zrobić wszystko co przedstawia intro, no może prócz walki z Lickerem za pomocą noża. Z minusów na pewno fabuła, poziom walk i AI oraz największy minus - zmiana lokacji. Chociaż biegamy po tych samych lokacjach co wcześnie (ie. Labolatorium Ubrelli) to nie wyglądają one tak jak powinny. Są całkowicie zmienione i przerobione. Niesamowity komisariat RPD znany z Resident Evil 2 czy Resident Evil: Outbreak File #2 jest przerobiony doszczętnie, a przy tym dość mocno okrojony (nawet bardziej niż w Resident Evil 3). Wniosek ? Randomowe firmy nie powinny dotykać znanych marek. A samo Operation Raccoon City, opiszę, w którymś "Przegrałeś z Kretasem".

7. Liniowa fabuła

Examples: 98% gier
Utrapieniem w grach jest też fabuła. Albo jest krótka i urywa się z dupy albo może i jest długa, ale liniowa do bólu. Dobrym przykładem liniowej fabuły jest seria Final Fantasy. Fabuła, w każdej części jest liniowa na maxa, ale długa w chuj i pełna zwrotów akcji więc nie odczuwa się tego. Dużą powierzchowną nieliniowość posiadają też gry z serii Visual Novel. Jeśli nie jest to kinetic novel, to możemy sami generować akcję poprzez odpowiednie wybory. Resident Evil 3 też prowadzi nas dość mocno za rękę, ale daje też możliwość wpłynięcia na wydarzenia poprzez tak zwane podziały scenariusza. W pewnych momentach pojawiają nam się do wyboru dwie opcje, czas zwalnia i decydujemy (ie. spotkanie z Nemesisem - 1. Spychasz brzydala z mostu; 2. Sam skaczesz z mostu). Z gier tak liniowych, że aż boli mamy choćby recenzowanego niedawno niesławnego Chasera. Jako przykład bardzo nieliniowej fabuły mogę podać Original War. Tam źle podjęta decyzja w misji 2 odbija się na nas w misji 8. Tales from Borderlands łamie bariery nieliniowej fabuły i dostajemy ogółem Make your story. Czemu wyrzucam dobre tytuły w tym miejscu ? Bo tytułów z liniową fabułą jest 98%. Zaznaczam więc te które mają mniej lub bardziej nieliniową fabułę.

8. Multi vs Player

Examples: Red Alert 2, Red Alert 3, Chaser, F.E.A.R
Lubimy spuszczać przeciwnikom wpierdol. To fakt. A żywym przeciwnikom - o, to dopiero satysfakcja. Biegnę sobie z wyrzutnią, ktoś wybiega, frag, biegnę dalej, ktoś wybiega, frag. Biegnę dalej ktoś wybiega, miał lepszy refleks, zostałem z fragowany. Przyjemność pozostaje. Problemem jest to, że multiplayer w niektórych grach leży. Niech przykładem będzie Command & Conquer: Red Alert 2. Problemem jest to, że serwery Westwood Online, na których chodziły wszystkie ich gry umarły wraz z disbandem firmy. Dziękujemy EA. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku Command & Conquer: Red Alert 3. Otóż - w momencie upadku GameSpy multiplayer w Red Alert 3 przestał istnieć. Oczywiście wciąż można zagrać potyczkę po LANie z kumplem, ale można zapomnieć o grze w kampanie w trybie kooperacji ponieważ ta była przewidziana tylko do gry online i za pośrednictwem systemu GameSpy. Dodatkowo EA powyłączało sporo swoich serwerów co spotkało się z ogólnym oburzeniem fanów - ale EA ma to w dupie. I my też mamy ich w dupie. Sto chujów w dupę i kotwica w plecy.
Upadek GameSpy pociągnął za sobą upadek trybu multiplayer w dziesiątkach jeśli nie setkach gier. Nie ominęło to też np. Warhammer 40.000: Dawn of War. Tu jednak Relic Entertainment zrobił graczom dobrze i przepisał tryb multi na serwery Steam. Podobna sytuacja miała miejsce w przypadku stworzonej przez Trendy Entertainment gry Dungeon Defenders. Problem w tym, że większość firm wzięła pieniądze i wyłożyli na starsze tytuły wielkiego peniora. Najlepiej nabrać wody w usta i pokazać graczom wielkiego fuckersa. Na szczęście są prawdziwi fani gier którzy modują gry by działały na innych, prywatnych serwerach - czasem z większym supportem niźli w czasach gdy działały oficjalne serwery.

9. DLC

Examples: Resident Evil: Operation Raccoon City, Resident Evil Revelations 2, Borderlands: The Pre-Sequel
DLC, DLC. D-L-C. Cóż oznacza ten trzyliterowy skrót ? Wbrew pozorom, nie znaczy to Delicious Loli Chest ani też Dziwka Liże Chuja. Nie, nie. Skrót ten oznacza "jestem wkurwiony". DLC czyli skrót od DownLoad Content. Dawniej, w czasach gdy ziemia była jeszcze młoda, a dinozaury produkowały z siebie pod powierzchnią ropę naftową nazywało się Expansion. Teraz DLCki to rzecz popularna i zależy jak na to patrzeć - dobra, neutralna, lub bardzo zła. Zacznę od mniejszego zła. Neutralnym typem DLC mogą być takie, jak np. skórki do postaci czy też broni. W zasadzie prócz e-penisa nie wnoszą nic. Najwyżej skubią nas po portfelu. Dobrym typem DLC zdecydowanie będą te, które dodają nowe tryby gry, postacie, mapy, bronie. Nawet skórki. Musi być spełniony jeden warunek - cena. Albo bardzo niska (do 1$/€) lub darmowe. Trzecim - największym złem są DLC, które... No właśnie. Zobaczmy Resident Evil Revelations 2. W cenie 6€ otrzymujemy pierwszy rozdział historii. Chcesz drugi ? 6€. Trzeci ? 6€ i tak, aż do EX2. Chcesz widzieć gdzie gówno trafiło najmocniej w wentylator ? Train Simulator 2016 : Steam Edition. Gra kosztuje zaledwie 35€. Cool. DLC do niej, a tych jest 245, kosztują łącznie 1944€. Pozwól, że ci to przeliczę. Tak więc 35€ to około 155 PLN. Do tego DLC kosztują w przeliczeniu na złotówki około 8570 PLN. Nie wiem tylko, czy te 1944 to cena stała, czy też uwzględniony w niej jest aktualny Steam Sale. Innym ekspertem jest też Capcom. Ultra Street Fighter IV to koszt 28€. Wszystkie DLC do niego kosztują razem 168€. Najbardziej rozczarowujący DLC na jaki natrafiłem to Swimwear Set do gry Fairy Fencer F. Gra w której mamy przynajmniej 3 mocno jebalne dziewczynki. Kupujemy wiec Swimwear DLC i okazuje się, iż... (Click for Drama)... Ten set obejmuje tylko męskie postaci występujące w grze.
.
..
...
...
..
.

Seriosuly kurwa ? Brak swimsuita dla żeńskich postaci ? No nie wierzę... Screen or it didn't happen ? Ok, dozo:

... Kreton usiadł i zapłakał. Zapłakał mocno bo jego cycata dziewczynka (Harley jej chyba było) nie ma swimsuita. Co prawda jest niby bath towel DLC, ale latanie dziewczynką owiniętą ręcznikiem to nie latanie dziewczynką w bikini. Porównajmy:

Odpowiedzmy sobie na pytanie: do której postaci chętniej byśmy fapnęli ? Do osłoniętej ręcznikiem Harley czy też odzianej w bikini Sakury ? Zostawiam wam wybór.
Zacząłem mendzić i tym Resident Evil Revelations 2, ale w końcu nie doszedłem do końca chociaż już zapewne domyśliliście się, że chodzi mi tu o sprzedawanie gry w częściach. Chcemy inny przykład? Resident Evil: Operation Raccoon City. Wspominałem przy punkcie 6. W grze wcielamy się w jedną z postaci Woolfpacku Umbrelli. Gramy tymi złymi. Jest jeszcze drugi team - Echo Six - ci dobrzy. W czym rzecz ? W tym, że rozbita na dwie części kampania Echo Six kosztuje łącznie 20€. 8€ taniej niż bazowa gra. Wciąż mało ? Starcraft 2 też jest sprzedawany na części. Do wymienionego w przykładach Borderlands: The Pre-Sequel jest DLC - Claptastic Voyage, dodający kampanię toczącą się wewnątrz Claptrapa (Święta Madoko, przerażające). Nie jest to wymagane by ukończyć grę, ale Claptastic Voyage zawiera również Ultimate Vault Hunter Upgrade Pack 2 zwiększający level cap do 70. Wszystko żeby zarobić jak najwięcej kasy. Bo jak wiadomo hajsy muszą się zgadzać.

Takie są moje odczucia na temat tego co poszło źle w przemyśle komputrowym. Nikt nie musi się ze mną zgadzać. Jest to moja opinia i przynajmniej w kilku punktach jestem pewny, że zgodzi się ze mną ShlafRock (przy DLC to nawet na 200%). Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nic nie możemy z tym zrobić. Dlaczego ? Bo z korporacją nie da się wygrać. Swoje rzekłem. Kreton out.